Witajcie!
długo mnie tu nie było, miałam różne sprawy ale w końcu powracam z, mam nadzieję, interesującymi treściami ;-)
Bardzo dawno temu zaczęłam przygotowywać recenzję metalowego czółenka , które otrzymałam dzięki uprzejmości pasmanterii HaftiX z Białegostoku. Używam go od marca, prawie wszystkie prace, które pojawią się na blogu w najbliższej przyszłości wyszły właśnie spod tego czółenka :)
Czółenko firmy SKC jest w całości wykonane z metalu w kolorze srebrnym. Nić jest nawijana na wyjmowaną szpulkę, na jednym z końców znajduje się szydełko.
Czółenko przychodzi zapakowane w kartonowo-plastikowe opakowanie, nie posiada dodatkowej szpulki.
Konstrukcja SKC jest bardzo prosta i sprawia wrażenie trwałej, nie ma co się zepsuć.
Wymiary:
długość: 72 mm
szerokość: 22 mm
głębokość: 9 mm
średnica szpulki: 22 mm
Na szpulce mieści się 5,5 m Aidy 10.
A teraz moje wrażenia :-)
- Zacznijmy od tego, że jestem pozytywnie nastawiona do czółenek ze szpulką - zaczynałam od takich i pomimo prób z innymi typami jestem im wierna. SKC odpowiada mi jeśli chodzi o jakość wykonania i solidność. Jest mocne, nie posiada elementów, które mogłyby łatwo się złamać albo zepsuć. Krawędzie blaszki nie są ostre więc nie grozi nam skaleczenie.
- Szpulka wyjmuje się i zakłada dość opornie, ale nie na tyle, żeby sprawiało to kłopot - to daje nadzieję, że nie "wyrobi się" zbyt szybko, ale takie rzeczy wiadomo po kilku latach użytkowania a nie miesiącach (po 3 mies. czółenko nie zmieniło się ani odrobinę). Szpulka ma standardową, szpulkową pojemność. Trzyma się mocno i stawia dobry opór przy pociąganiu nici. Niestety, gładkość brzegów szpulki utrudnia "wracanie" wyciągniętej wcześniej nici na szpulkę, palec trochę się ślizga.
- Szydełko na końcu to bardzo fajna sprawa :) trochę się go bałam bo wygląd ma toporny, nie zapowiadało się najlepiej. Podczas użytkowania okazało się, że da się z nim pracować, zwłaszcza przy dużych i średnich pikotkach. Jeśli chodzi o bardzo małe pikotki to rzeczywiście nie spisuje się dobrze, lepiej sięgnąć po inne szydełko. Jego zaletą jest to, że nie jest długie ani ostre przez co nie zahacza się w czasie wyplatania i nie przeszkadza.
- Nie wiem, jaka jest odporność tej blaszki na korozję, ale zauważyłam, że przy jasnych niciach trzeba zachować szczególną ostrożność, żeby się wciągnąć nitki pod szpulkę. Mi się to przydarzyło i wybrudziło mi beżową nić. Po prostu nie można nawijać nici bez opamiętania na szpulkę bo potem może z niej spaść i się wkręcić. Biorąc pod uwagę jak mocno oprawa ściska szpulkę łatwo sobie wyobrazić, że wyciąganie wciągniętej nici jest kłopotliwe.
- Nie znalazłam zapasowych szpulek do tego czółenka więc trzeba pilnować tego, które się ma bo jak się zgubi to bida :)
- Pracowało mi się z nim bardzo przyjemnie. Nie zdetronizowało moich ulubionych Prym ale nie powiedziałabym też, że jest gorsze - jest równie dobre, a pod pewnymi względami nawet lepsze :) Dobrze sprawdziło mi się w pociągu. Pracowałam oczywiście z różnymi nićmi i nie widzę różnicy. Wszystko zależy od tego jak duże robi się pikotki.
Czółenko oceniam na 5, na pewno będę miała je na uwadze jeśli zechcę dokupić sobie nowe :-)
Mam nadzieję, że moja recenzja okaże się dla kogoś przydatna, i że podobają Wam się takie wpisy. Chciałabym opisać w ten sposób wszystkie moje czółenka, ale zobaczymy co z tego wyjdzie ;-)
Tymczasem pozdrawiam Was bardzo serdecznie i idę nadrabiać niewyobrażalne wręcz zaległości blogowe :*