Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 marca 2014

Wiosna szara

Chciałam poczekać z publikacją tego posta bo miałam zamiar stworzyć małą serię, ale coś czuję, że różnie to może być. Jak czuję, że mam coś zrobić "bo powinnam" a nie dlatego, że wynika to ze spontanicznej wizji to jakoś tracę chęci.

Wisior Secret Garden z ptasim kaboszonkiem. Pierwszy raz obszywałam kamień bez dziurki i nie jest to łatwa sprawa, ale zależało mi bo ten kamień sama zrobiłam :-) tak! na przezroczystym szklanym "kamyczku" zdekupażowałam ptaszka tak jakby na odwrót, czyli smarując klejem od tyłu i domalowując tło po wyschnięciu dekupażu :D odwrotny dekupaż, można powiedzieć ;-)



Dodaj napis
A jak jest ptaszek to i piórko być powinno :D

I choć "jedna jaskółka wiosny nie czyni", zgłaszam ten wisior na wyzwanie "Witaj wiosno" u Mebeliny. Kolory nie są tymi, które nazywamy zwykle "wiosennymi" ale wiosna też zaczyna się dyskretnie, tak jak Mary* z pomocą gila odkryła ogród, który dopiero zaczynał budzić się do życia, nieśmiało wypuszczając zielone kiełki spomiędzy grubej warstwy wyschniętej, ponurej trawy :-)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze! W związku z kolejną awarią dostęp do bloggera znów nie jest tak wygodny jak poprzednio, ale to nie przeszkodzi mi w publikacji postów!
Pozdrawiam Was serdecznie!

*chodzi, rzecz jasna o główną bohaterkę "Tajemniczego ogrodu".

piątek, 15 marca 2013

Dekupażu dawno nie było...

Oj, dawno, dawno nie było u mnie nic dekupażowego... Tak więc nadrabiam zaległości i przedstawiam nowe prace.
Korale to połączenie drewnianych kulek pokrytych białą farbą i różanym deku oraz groszkowozielonych ceramicznych. Strasznie drogie są ceramiczne koraliki (włos się jeży pod pachą!), ale musiałam je mieć bo koncepcja tego wymagała. Wszystkie te kulki zawlekłam na 15 cienkich nici lnianych (tak - 15!), przedzielając supłami. Moim zdaniem wyszło fajnie, ale ostatecznie efekt oceni moja mama bo to dla niej zrobiłam ten naszyjnik. Mam nadzieję, że na jej szyi (nie tak cienkiej jak moja) naszyjnik nie będzie tak smętnie zwisał ;)



I trochę inny styl - naszyjnik długości prawie pępkowej (na kimś "krótszym" może i jest pępkowy ;)) i kolczyki łezki z motywem folkowym. Miało być trochę ludowo, ale nie jarmarcznie, mam nadzieję, że tak wyszło. Kolczyki to pikuś, ale naszyjnik kosztował mnie wiele... pracy umysłowej. Jakoś nie mogłam znaleźć odpowiedniego rozwiązania dla tego dużego koralika a bardzo chciałam wykorzystać sznurek, który dostałam jeszcze dawno, dawno temu od Tynki, w ramach wymianki. W końcu wpadłam! Wujek Google znalazł dla mnie przystępną instrukcję wykonania bosmanki (żeglarski węzeł ozdobny :)) - kilka prób i powstała całkiem elegancka sznurkowa kulka, dzięki której ominął mnie problem brzydkich końcówek sznurka :)



zbliżenie na moją słynną bosmankę :)
A w ogóle to dekupażowe koraliki zrobiłam jeszcze, hen, na starym roku, ale moje pomysły musiały "dojrzeć" aby wejść w życie.

Poza tym zapewniam, że pomimo niewielkiej aktywności blogowej działam przez cały czas. Dziś pomyliły mi się godziny i wstałam godzinę wcześniej i wykorzystałam ten czas m.in. na sesję zdjęciową moich prac. Czasem mam ochotę pokazać wszystko od razu, ale z drugiej strony nie chcę robić bałaganu, no i wolę też pisać częściej a mniej, niż raz na ruski rok walić epopeję, której nikomu nie będzie się chciało czytać ;)

Dziś z radością odebrałam pierwszą przesyłkę zamówioną w sklepie Qnszt.pl. Zamówiłam sporo koralików i kilka potrzebnych drobiazgów, więc mam nadzieję, że będzie się działo ;) A Wy? Też zamawiacie półfabrykaty w internecie? Ja zwykle kupuję w sklepach, raz zamawiałam na Pasart.pl i byłam bardzo zadowolona, ale ostatnio dużo się tam zmieniło - ze zwykłego sklepu zrobiono coś na kształt Allegro - co przedmiot to kto inny go sprzedaje i wysyła - coś strasznego, nie polecam!
Qnszt oceniam pozytywnie, choć wybór i ceny nie są tak fajne jak kiedyś na Pasarcie (bo teraz też podrożało) ale wychodzi znacznie lepiej niż w stacjonarnym sklepiku. Myślę, że w przyszłości wypróbuję też inne sklepy tego rodzaju :) Co mi polecacie?

środa, 5 grudnia 2012

Wałek ozdobny

A takiego wała Wam dziś pokażę ;P a dokładniej stary, kuchenny wałek przerobiony na element dekoracyjno-użytkowy. Ale od początku: przy remontowych porządkach znaleźliśmy w szufladzie stary drewniany wałek. Wałek kiedyś był używany zgodnie z przeznaczeniem, ale przez ostatnie ok 10 lat nikt go nie ruszał. O tym, żeby dotykać takim zakurzonym drewnem jedzenia nie było mowy, ale nie pozwoliłam go wyrzucić. W końcu to drewno - można zrobić dekupaż, albo coś namalować... Wałek został schowany i niedługo potem znalazłam dla niego idealne zastosowanie. Otóż żeby nasza "cudowna", stara kratka wentylacyjna była otwarta trzeba ją czymś obciążyć. A że wałek ciężki to nadał się idealnie. Pomalowałam rączki farbkami, dodałam dekupażowy ludowy wzorek i gotowe :)


Tym sposobem wałek powrócił do kuchni :) a folkowa stylizacja to celowy zabieg bo kuchnię mam urządzoną mniej więcej w stylu swojskiej chaty - malowane talerze ścienne, gliniane naczynia, stare meble, archaiczne ozdoby itd. Ozdobny wałek świetnie się z tym komponuje odblokowując przy okazji kratkę. Może w końcu nie trzeba będzie otwierać okna podczas gotowania... ;)


Trochę się światło odbiło :) i widać, jaka kratka obrzydliwa, ale farba śmierdzi więc z malowaniem czekamy do wiosny.

Serdecznie witam nowe obserwatorki - proszę, rozgośćcie się :)
moich stałych bywalców pozdrawiam
a wszystkim dziękuję za komentarze pod ostatnimi postami :)

czwartek, 22 listopada 2012

Lawendy ciąg dalszy i różności

Szybciutko dodaję zdjęcie drobiazgu, o którym zapomniałam ostatnio. Może recykling to niewłaściwe słowo, ale lifting już jak najbardziej :) Zobaczyłam kiedyś na jarmarku dekupażowe wieszaczki i zamarzyłam, żeby mieć ich pełną szafę. Tamte były dużo ładniejsze od mojego, ale nie będę przecież kupować nowych wieszaków skoro mam całą szafę starych brzydaków w sam raz do obróbki. Oto pierwszy, zapewne nieostatni:


Zdjęcie zdecydowanie nie najlepsze bo nie złapałam dziś dobrego światła :/ Nadal nie mogę się przyzwyczaić do mieszkania w pokoju z natury ciemnym. Zdjęcia robione w "sypialni" wychodzą o niebo lepiej...

Pozostając w klimacie lawendowym pokażę Wam coś, co nie jest moim dziełem, ale szkoda mi go nie uwiecznić. Sweterek ten zrobiła sobie ś.p. babcia E. i był to chyba jej jedyny sweter zrobiony szydełkiem, do którego miała uraz od dzieciństwa (po koszmarnym śnie z szydełkiem w roli głównej :D) za to drutami babcia robiła cuda. Do rzeczy: sweter leży w szafie od lat bo nikt nosił go nie będzie ze względu na dość nietypowe proporcje i potworny, w mojej opinii, kolor. Dlatego też postanowiłam go spruć i przeznaczyć włóczkę na kontynuację mojej narzuty, gdyż dwie włóczki, które na ten cel przeznaczyłam okazały się za grube :/ Także zdjęcie ma charakter wyłącznie archiwalny, z drugiej strony mam nadzieję, że zmotywuje mnie do pokazania swetrów mojej produkcji, co bezskutecznie planuję zrobić już od dłuższego czasu.


Zdjęcie też niezbyt dobre, ale za to nieźle oddaje ten potworny odcień fioletu.

A na koniec moje postępy w hafcie, który bardzo mnie wciągnął. Nie jestem ekspertem, ale jak dla mnie to trudny obrazek - dużo szczegółów, monotonne kolory i co najgorsza pół krzyżyka jedną nitką, pół drugą. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam, na początku zupełnie nie wiedziałam jak to ugryźć, potem rozpracowałam swój własny sposób, nie wiem czy poprawny. Stąd pytanie do haftujących: czy wiecie jak to się naprawdę robi? (tzn. jak kratka oznaczająca krzyżyk we wzorze jest podzielona na dwie części, prosto lub na ukos, i każda z nich jest innym kolorem?)
Poza tym nikt nie podjął się odgadnięcia co będzie na obrazku. Teraz jest go już tyle, że łatwo się domyślić :) przynajmniej mi się tak wydaje


Podobno linie pojedynczą nitką robi się na końcu, ale musiałam spróbować, trochę z ciekawości, trochę dla urozmaicenia pracy :)

Poza tym obeszłam dziś trzy pasmanterie w poszukiwaniu drutów do robienia skarpetek i dopiero w trzeciej znalazłam nr 2. Jeszcze nr 3 by mi się przydały, ale może kupię jak będę w mieście. Chciałam też powiedzieć, że jestem po prostu zachwycona zaopatrzeniem pasmanterii nr 3 (poza tym, że drutów 3 nie mieli) - znalazłam tam takie... kryształki czy jak to tam nazwać, których nie mogłam nigdzie dostać a tu był mix kolorów i cena bardzo korzystna. Do tego znalazłam też nici, których nigdy wcześniej nie widziałam, tureckie, wydają się nadawać do frywolitek, i co najlepsze, piękne kolory! Najpopularniejszą chyba nitką do frywolitek jest Aida, którą robią w kolorach, ale cieńszych nici o fajnym splocie nie spotkałam kolorowych. Kupiłam więc jeden motek (też tanio!), jak tylko zrobię pierwszą próbę, to natychmiast zdam relację i podam nazwę nici :)
Mam nadzieję, że nie przynudziłam zbytnio. Ostatnio nie mam z kim pogadać, a o robótkach w ogóle nie bardzo mam z kim rozmawiać na żywo bo moi znajomi nie w temacie, a dla mężczyzn to w ogóle czarna magia :D

wtorek, 20 listopada 2012

Lawendowe dekupaże

Kto by pomyślał, że kiedykolwiek przyjdzie mi na myśl uczynić kolor fioletowy wiodącym motywem w wystroju mojego pokoju... a jednak. Stało się to przypadkiem, gdyż na narzutę, o której ostatnio wspominałam, wybrałam głównie odcienie fioletu bo to dla mnie kolor praktycznie bezużyteczny - kiepsko w nim wyglądam, za wyjątkiem ciemnej śliwki, i wyszedł z mody (jakby mnie to kiedykolwiek interesowało... :D). I z tego powodu na motyw zdobiący moje drobiazgi wybrałam lawendę. Uwielbiam dekupaże z lawendą i różami (i innymi kwiatkami w sumie też :)) ale zapachu lawendy nienawidzę, także lawendowy pokój lawendą pachniał nie będzie. Najlepiej żeby niczym nie pachniał bo nie lubię obcych  zapachów.

A teraz do rzeczy: zabrałam z domu taką fajną skrzyneczkę po takim fajnym napoju dębowym ;) skrzyneczka pomimo nazwy trunku wykonana z sosny. Zgubiłam gdzieś moją farbkę akrylową, ale że jestem po remontach to wykorzystałam białą farbę ścienną pozostałą z malowania sufitów. musiałam malować dużo razy bo skrzyneczka miała wypalone potężne logo z obu stron, ale udało się je zakryć. Do tego serwetka z motywem lawendy i gotowe. Lakieru też nie mam, ale chyba się obejdzie. Teraz jest idealnym schowkiem na moje przybory plastyczne: kleje, farby, pędzle, gąbki i inne.

Z tej samej serwetki wycięłam motyw bukietu, tym razem w całości, i ozdobiłam nim zwykłą deseczkę kuchenną. Uwielbiam deseczki kuchenne - to takie wdzięczne obiekty :) Deseczka ma zawisnąć na ścianie mojego pokoju, a właściwie to na kominie, zamiast obrazka. Brakuje mi tylko ładnej tasiemki, najlepiej fioletowej :)

Kolejny obiekt to recykling, czyli jak ze starego trupa zrobić coś ładnego. Ten stojak na serwetki znalazłam w piwnicy i prezentował się doprawdy żałośnie - późny Gierek w pełnej krasie, wyglądał jakby pochodził z prlowskiego baru mlecznego (takiego z łyżką na łańcuchu :)) albo sanatorium "Młodość" :/ nie jestem pewna, czy był w komplecie z meblami czy też jest to handmade dziadka Mi. ale czegoś takiego nie postawiłabym na stole chyba, że na imprezie w klimacie prl. Strasznie żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia "przed", ale już trudno. Paskudna krateczka zamalowana na biało, drewniane nóżki na fioletowo plus motyw lawendy z innej serwetki i gotowe. Mogło być lepiej ale nie mogło być gorzej, więc nie będę narzekać :)


Ajajaj! Zupełnie zapomniałam o dwóch innych lawendowych akcesoriach! Niestety światło już kiepskie i baterie na wykończeniu więc innym razem.

Haft z ostatniego posta tak mnie zaabsorbował, że siedziałam wczoraj z igłą do 3 w nocy :D Mam jeszcze w zanadrzu co najmniej jeden przedmiot do recyklingu dekupażowego, bardzo się cieszę, że nie pozwoliłam bratu go wyrzucić :) nie jestem miłośnikiem zbieractwa ale czasem pewne rzeczy warto zachować, ot choćby do przeróbki. A swoją drogą myślę, że jak dobrze pomyszkuję w piwnicy to znajdę jeszcze nie jedną nieoszlifowaną perełkę do mieszkania.
To chyba na tyle, zjem coś i zmaluję cosik do kuchni ;)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Kartoflom też się należy

Miałam dziś wrzucić jakąś pracę z ostatniego miesiąca gdy nagle uzmysłowiłam sobie, że od miesięcy nie pochwaliłam się jednym z pierwszych dekupażowych projektów i jak dotąd największym. Oto jest stołeczek kuchenny, którego używamy zwykle podczas obierania ziemniaczków. Kiedyś był bez koloru, z namalowanym zajączkiem na środku i plamkami po bokach. Jest stary jak świat, dostałam go od taty w dzieciństwie. Postanowiłam go odświeżyć, a właściwie całkowicie przerobić. Strasznie się napracowałam żeby zszorować resztki zajączka szlifierką, ale i tak do końca się nie udało. Cały stołek zamalowałam na biało i dodałam dekupażowe motywy ludowe.



Stołek ma wiele wad: po pierwsze nie najlepszym pomysłem było naklejanie serwetki z beżowym tłem na śnieżnobiałą powierzchnię, po drugie lakier do podłóg, który zastosowałam tak mocno wżarł się w powierzchnię, że "wessał" farbę w głąb blatu i uwydatnił zamalowane pozostałości czerwonej farby, których nie udało mi się zeszlifować, po trzecie albo stołek był strasznie brudny kiedy go ostatnio widziałam, albo lakier żółknie, po czwarte ze względu na to, że tego lakieru lepiej nie wdychać, lakierowałam stołek w garażu i zostawiłam tam na noc, a noc była wietrzna i nawiało mnóstwo paproszków, które poprzyklejały się do schnącego lakieru :/
Jednym słowem poniosłam porażkę, choć na zdjęciach nie widać większości wad i nie wpływają one na funkcjonalność. Pocieszam się, że stołek nie może być już brzydszy niż był, z resztą... ziemniakom i tak wszystko jedno!

PS. psioczę, narzekam, ale tak naprawdę to stołeczek mi się podoba :-)

czwartek, 23 sierpnia 2012

Wracamy do szarej rzeczywistości

Podsumowując wczorajszego posta, podczas mojej długiej nieobecności oglądalność mojego bloga z oczywistych przyczyn spadła niemal do zera. I wcale się nie dziwię. Trochę się obawiałam, że po tak długiej ciszy nikomu nie będzie się chciało tu zajrzeć, ale na szczęście tak nie było. Dzisiejsza statystyka podniosła mnie na duchu i tym chętniej piszę dzisiejszego, zwykłego już posta.

Chciałam pokazać frywolitkowe kolczyki, ale obawiam się, że nic z tego. Nie wiem co się dzieje ale zdjęcia mi się nie wysyłają do albumu Picasa :/ mam dziwne wrażenie, że to przez tego głupiego Google+ :/:/:/ zauważyłam, że sporo osób go nie lubi i chyba już wiem dlaczego :(

Spróbuję z czymś innym.




Udało się, ale niestety tylko z komputera :/ dlatego zdjęcia mają kiepskie kolory i nie są podpisane, wybaczcie :/ A teraz wyjaśniam: to jest słoiczek po maśle do ciała z minerałami z morza martwego firmy Avon (świetny kosmetyk, polecam!). Masło oczywiście wysmarowałam a czapeczkę słoika ozdobiłam różanym dekupażem. Łatwo nie było bo mimo iż malowałam etykietę to farba jakoś zupełnie nie chciała się porządnie trzymać - możnaby ją zeskrobać paznokciem :/ Ale ja się uparłam, zamalowałam, przykleiłam słodkie różyczki i zasmarowałam  całość klejem do deku, żeby się trzymało. Żeby efekt był jeszcze bardziej retro, chciałam postarzyć czapeczkę lakierem do spękań i patyną, ale się nie udało - lakier nie popękał! To raczej moja wina, bo trochę za długo czekałam z nałożeniem drugiego składnika. Wcześniej używałam tego lakieru i spękania się udawały. Cóż, muszę pogodzić się z porażką, ale nie jest tak źle, przynajmniej ten lakier tworzy porządną powłokę, która, mam nadzieję, utrwali moje deku.

A skoro już jestem przy tym temacie, to zapytam Was o coś, o czym myślałam już od dłuższego czasu: jakiego lakieru używacie do pokrywania dekupaży? Ja kupiłam lakier w spreju do obrazów akrylowych (ten do deku był 2 razy droższy, a pani powiedziała, że to najprawdopodobniej prawie taki sam), tyle, że nie jestem z niego zadowolona bo niby wysycha szybko ale nawet po dłuższym czasie mam wrażenie, że powierzchnia się "lepi". Możecie mi polecić coś sprawdzonego???

środa, 13 czerwca 2012

Na ludowo

Zrobiłam ostatnio taki oto zestaw pseudo-kuchenny w motywy ludowe, bliżej niezidentyfikowane. Deseczka i miniwałek ze sklepu wszystko po 2 złote. Pierwsza próba zakończyła się szorowaniem deseczki szlifierką oscylacyjną (kocham to urządzenie!). Zestaw nie nadaje się do użytku praktycznego bo lakier nie jest dopuszczony do kontaktu z żywnością ;) Mam w planach podarować go mojej Sz. z okazji zamieszkania w nowym mieszkaniu ze swoim. Jeszcze nie wiem kiedy ich odwiedzę ale mam nadzieję, że będzie im pasować do wystroju :)




A poza tym zamierzam nie marnować miejsca na blogu na stękanie i narzekanie, więc napiszę, że wczorajszy mecz był piękny. Ogólnie nie kontempluję takich rzeczy, ale ten był epicki :) Przez to zaniedbałam nieco Ważne Sprawy, ale mam nadzieję nadrobić. W ogóle sporo ważnych rzeczy ostatnio się u mnie dzieje, jutro kolejny Ważny Dzień... modlę się, żeby wszystko dobrze się ułożyło, ale jestem bardzo zdenerwowana, nie wiem, co się wydarzy, nie wiem, czego się spodziewać...
Ach, to nieco podchodzi pod stękanie więc zamilknę, trzymajcie za mnie kciuki!

piątek, 25 maja 2012

Majowe prezenty

Cóż bardziej majowego niż konwalie? Dlatego zdecydowałam się ozdobić nimi pudełeczko podarowane Bratowej na urodziny. Pudełeczko małe, z czegoś dziwnego, jakby jakaś sprasowana szara masa papierowa... Malowałam wiele razy żeby zakryć kolor makulatury, na koniec pomalowałam białe już pudełko na beż :) W środku zostało białe, a brzeżek jest musztardowy dla delikatnego przełamania tej subtelnej kompozycji.







Zaskoczyło mnie jak ładnie motyw wyszedł na beżowym tle - zawsze myśląc o dekupażu ustawiałam sobie w myślach białe tło jako coś oczywistego.
W środku były takie malutkie, owocowe cukiereczki i kolczyki-ważki, którym zapomniałam zrobić zdjęcie :/

A tymczasem inny, hendmejdowy prezent czeka już na wręczenie. Mam nadzieję pokazać go w następnym poście.

A tak prywatnie to ostatnio zupełnie nie mam weny do robótek. Ciągle mam jakieś spotkania, aż trudno w to uwierzyć, czyżbym nagle zrobiła się taka fajna, że wszyscy chcą się ze mną widywać? Żartuję. A tak na poważnie mam ostatnio dobry nastrój i jestem życzliwa dla otoczenia, pewnie dlatego ci wszyscy ludzie boją się mnie mniej niż powinni ;P

piątek, 13 kwietnia 2012

Decu 3

I ostatnie spośród moich wiosennych pudełek. Najmniejsze, po ozdobnej mydelniczce. Ozdobione obrazkiem przedstawiającym zawartość, w związku z tym również miałam trochę malowania, żeby mydelniczka nie przebijała się przez farbę. Tym razem całe pudełko malowałam gąbką, wszystkie warstwy i uważam, że ten efekt jest najlepszy.




Pudełko ma idealny format na zdjęcia 9/13. Z bólem, ale udało mi się upchnąć tam moje stare zdjęcia które wcześniej trzymałam w dwóch innych pudełkach i zajmowały więcej miejsca. Teraz jest oszczędniej i ładniej :)
Polubiłam decoupage :D

czwartek, 12 kwietnia 2012

Decu 2

Kolejne pudełko, tym razem ok połowę mniejsze. Również niewiadomego pochodzenia, na szczęście w odróżnieniu od poprzedniego to było całkiem białe więc nie musiałam go tyle razy malować. Wzory podobne, również każda ścianka pudełka inna :-)


przód

wieczko

środek

bok

tył

bok

Tym razem w pudełku zadomowiły się szpargały niewiadomego przeznaczenia i jakieś kable. Na zdjęciach tego nie widać, ale to pudełko jest malowane równymi pociągnięciami pędzla. Poprzednie miało spodnie warstwy malowane pędzlem, a ostatnią nakładaną gąbką. Niby nic, ale powierzchnia wychodzi zupełnie inna, osobiście na pudełkach bardziej mi się podoba delikatnie chropowata powierzchnia pozostająca po odciskaniu gąbką, ale co kto woli :)

środa, 11 kwietnia 2012

Dekupażowe święta


Rzuciłam w kąt w zasadzie wszystkie robótki za wyjątkiem dekupażu. Efektem są trzy reanimowane pudełka stanowiące niejako komplet, oraz trochę elementów biżuterii. Ale żeby nie było za dużo na raz, pokażę dziś tylko największe pudełko. Nie mam pojęcia co w nim było pierwotnie, ale było czerwone w białe gwiazdki, w związku z czym wymagało wielokrotnego malowania, żeby ukryć pierwotny, soczysty kolor. Dekupaż bez cieniowania i postarzania. Dużo zdjęć bo praktycznie każda ściana pudełka jest inna :)

front
wieczko
boki (te akurat symetryczne :))
tył
wnętrze
Jestem z niego bardzo zadowolona, szczególnie, że idealnie mieszczą się do niego moje farby (jakby na miarę :)) a także klej do decu, pędzle (choć te długie z pewnym oporem...), gąbki i inne twórcze akcesoria :D
Reszta "kolekcji" niebawem.

Korzystając ze świąt udało mi się doczytać w końcu "Diabeł ubiera się u Prady" - świetna książka, choć czytałam ją przez pryzmat filmu (też rewelacyjnego) a fabuła trochę się różni, jak to zwykle bywa. Ale i tak polecam wszystkim miłośnikom luźnej, relaksującej literatury :-)