Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koraliki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koraliki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 stycznia 2016

Nauka chainmaille - zadanie 1 Mobius

Witajcie!

Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i wszystkie odwiedziny :*

Jak dotąd prawie nie brałam udziału w zabawach ani wyzwaniach, jakoś demotywowało mnie robienie pracy pod jakiś temat, uczyć też wolałam się sama w swoim tempie. W końcu jestem rasowym introwertykiem :) Ale ostatnio właśnie dzięki zadaniom wspólnej nauki udało mi się przełamać złą robótkową passę i zrobić coś twórczego (patrz: poprzedni post ;)).


Tym razem prawie rzutem na taśmę zdążyłam przygotować pracę do 1 zadania wspólnej nauki techniki "chainmaille" (jak ja się cieszę, że muszę pisać to słowo a nie mówić!!!) organizowanej przez Agatę. Tematem był prosty motyw zwany mobiusem. Podobnie jak w zadaniu makramowym nie udało mi się wykonać pracy nie zawierającej innej techniki ;-) tym razem drucikowy motyw łączy kulki oplecione szydełkowymi ubrankami :)


Zalecam skupić się na lewym kolczyku bo prawy był tak nieuprzejmy i odwrócił się niezgrabnie a ja zbytnio skupiłam się na łapaniu resztek popołudniowego światła i nie dopieściłam ułożenia obiektów :( Chciałabym również sprostować kolory na tym zdjęciu - kulki wyglądają zbyt niebiesko podczas gdy naprawdę jest to piękny granatowy odcień z połyskującą nitką (nić Camelia). Łączący kulki mobius zrobiłam z 3 ogniwek odzyskanych z... medali. Tak, takich jakie wygrywa się w zawodach :D Ja oczywiście nigdy nie wygrałam aż 6 medali ale swego czasu zajmowałam się wykonywaniem ich dzięki czemu weszłam w posiadanie tych kółeczek (marnej jakości, rzecz jasna, z punktu widzenia profesjonalnych twórców kółeczkowych cudeniek). Generalnie jestem zadowolona z tej pracy bo mobius ładnie się tu wpasował i dociążył bardzo lekką konstrukcję. No i zdążyłam na 1 zadanie :D

Regulamin zabawy zezwala na zgłoszenie także 1 starszej pracy. Tak się składa, że dość dawno temu zrobiłam kolczyki z mobiusem, chociaż wtedy bladego pojęcia nie miałam, że to coś ma jakąkolwiek nazwę :-) z tych samych kółek powstały spore mobiuski, które stały się parą kolczyków. Kółeczka tym razem we wszystkich kolorach: srebrnym, złotym i miedzianym. Nie mam już tych kolczyków więc nie wiem dokładnie ile było tych kółeczek, chyba 9 w każdym kolczyku. Wyszły dość ciężkie jak na takie małe bobeczki.


Wiem, że każdą pracę powinnam umieścić w osobnym poście ale postanowiłam wstawić je razem gdyż drugie kolczyki były już kiedyś pokazywane i w mojej opinii nie zasługują na osobny post.

Co do mobiusa od razu przychodzi mi do głowy figura zwana "wstęgą Mobiusa". Sama figura wygląda tak jak poniżej. Wspominam o niej gdyż w taki właśnie sposób zszyłam ten komin, stworzony do podwójnego zawijania na szyi i jestem z tego rozwiązania bardzo zadowolona, już nigdy nie zszyję komina "na płasko" :D

żródło: encyklopedia.pwn.pl

Pozdrawiam wszystkich zaglądających i komentujących!

środa, 3 grudnia 2014

Niewiele / Not much

Niewiele mam dziś do pokazania. Jakoś ostatnio niewiele się wydarzyło - sweter dalej w fazie zszywania a kolejny zacznę dopiero kiedy uporam się z tym. Kolczyk z guzikiem też czeka na parę. A ja najchętniej leżałabym i spała...

Zrobiłam tylko takie proste kolczyki - kwiatki w kolorze czekoladowym z niebieskimi koralikami, odzyskanymi z naszyjnika, którego nie nosiłam. Odcień jest bardziej niebieski niż na zdjęciu :-)


Wygrzebałam też w czeluściach komputera zdjęcie kolczyków, które nie są zbyt udane - lepsze byłyby drobniejsze koraliki (te mają ok 2mm). Ale jak ktoś się nie zna to pewnie nie będzie się czepiał ;-)


Te koraliki są z kolei ciemniejsze, kolor jest raczej głęboki.

Czy Wy też macie problem z opisywaniem kolorów? Ja mam - każdy nazywa kolory jak chce, trudno o jakąś standaryzację. Poza tym pojawiają się różne modne określenia - dobrym przykładem jest kolor "kobaltowy", który wyparł "chabrowy", który był modny dość krótko. Cały widz w tym, że oba te słowa w nieco różnym czasie służyły do opisywania tego samego koloru, który moim zdaniem najtrafniej określić można jako niebieski. Mało tego, słowem "kobaltowy" jest też określony mój najulubieńszy odcień ciemnego, głębokiego niebieskiego, który ja zwykłam nazywać szafirowym. No przecież szafit i kobalt to nie to samo, nie? Nie ukrywam, że określenie "kobaltowy" bardzo mi się nie podoba bo w odróżnieniu od chabrów czy szafirów, zupełnie nie kojarzy mi się z żadnym kolorem. A może te wszystkie nazwy opisują odcienie, które rzeczywiście się od siebie różnią..? Jeśli znacie różnicę między nimi to napiszcie mi o tym koniecznie! A może też macie jakieś "kłopotliwe" kolory? :D

Mangosia - nie przejmuj się, ja swój sweter robię od zeszłej zimy ;-)

To tyle na dziś, mam nadzieję, że do następnego razu uda mi się skończyć mój nieszczęsny sweter, już niewiele brakuje oprócz chęci do pracy ;P

Pozdrawiam!

Hello! Today I have only two pair of earrings to show. I'm still sewing my sweater. Earring with button is waiting for second one. And I'd only lay and sleep...

First earrings are very simple chocolate-colour flowers with blue beads (more blue than on this photo).
Second pair is old beaded balls in deep blue. I'm not fond of them, I sholud use smaller beads. But if someone is not familiar with beading, I think may like them :-)

It's all for today, see you next time!

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Sznurkowe pomysły

A właściwie w kolorze surowego lnu, z którego są zrobione :-) Nie miałam dziś weny na ambitniejszą treść więc zdecydowałam się zapodać nieco prostych bransoletek. Dodam tylko, że wszystkie czekały bardzo długo na wykończenie, tak długo, że dopiero parę dni temu je znalazłam, choć końcówki przyszły już jakiś czas temu...

Pierwsza klasyczny makramowy splot i drobne, kolorowe koraliki. Zdjęcie takie sobie, ale nie chciałam osobiście "pozować" ;-)

Dwie kolejne nieco bardziej fikuśne: pierwsza to splot frywolitkowy (być może w makramie ma jakąś inną nazwę, ale ja się na makramach nie znam, więc tak go nazwałam). Super szybko się robiło i moim zdaniem jest dość efektowna, jak na użyte materiały (drewniane koraliki). Wzór nazwę roboczo Jenny (bo sama się gubię we własnych wzorach, tym bardziej trudno mi dogadać się z innymi ludźmi o którą pracę chodzi ;))
Druga to ten sam splot ale wzór Lily. O wiele fajniej wyglądałaby w dwóch kolorach, ale puki co nie dorobiłam się jeszcze innego sznurka ;-) Mi się podoba taka "surowa", ale całkiem dobrze nadaje się do przyczepienia charmsów, które do mnie jakoś nie przemawiają, ale gusta są różne :-)






Pozostając w temacie mało pracochłonnej biżuterii - mały bonus w postaci moich prywatnych zwyklaków.


Nie mogę nawet powiedzieć, że je zrobiłam, bo kolczyki te leżały u mnie w domu jeszcze kiedy byłam dzieckiem i zawsze bardzo mi się podobały, ale zamiast bigla miały jakiś druciany twór (wyrzuciłam go precz czym prędzej więc nawet nie pokażę tego cudaka), który nie wiem jak miał działać, ale nigdy nie wpadłam na to jak utrzymać je na uszach :/ Ostatnio przy okazji przemeblowania znalazłam je i uczyniłam z nich to, czym być powinny - prawdziwe kolczyki na biglach z prawdziwego zdarzenia :-) Nie popieram trzymania śmieci "bo się przyda" ponieważ w 95% przypadków się nie przydaje (a jak się szuka to znika i znajduje jak się kupi nowe w sklepie...) ale tym razem trafiłam w ten mały procent rzeczy, które po latach wygnania dostępują chwały praktycznego zastosowania ;-) Teraz kolczyki czekają na upały i romantyczną (?!), białą sukienkę :-)))

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających!

PS. nie jestem pewna czy to widać, ale kolczyki mają takie małe, żółtawe muszelki :)

sobota, 8 marca 2014

Zwyklaki

Witajcie! Internet, odpukać, chwilowo się ogarnął, więc mogę bez przeszkód korzystać z bloggera :-) Pomimo kiepskiej pogody i słabego światła udało mi się zrobić zdjęcia kilku ostatnich tworów. W przypływie twórczej weny zabrałam się wreszcie za przeróbki biżuteryjne, zlecone mi przez mamę. Nie ma tu specjalnego polotu, ale nie o sztukę tu chodzi, tylko żeby było noszone :-)
Zacznę od końca, czyli tworu najbardziej kreatywnego, spośród prezentowanych, a zarazem tego, który ma największe szanse się nie spodobać ;p drewniane koraliki (nie wiem skąd się wzięły) i niebieska drobnica. Bardzo lubię połączenie ciemnego brązu z niebieskim. Jak się mamie nie spodoba to zabiorę dla siebie ;)))

Drugi twór to bursztyn ze starego naszyjnika - naszyjnik składał się kiedyś z trzech podobnych bursztynów na rzemieniu, ale środkowy bursztyn się połamał i koncepcja artystyczna wzięła w łeb. Uznałam, że ten kamyczek ma tak ładny kształt, że będzie on ozdobą sam w sobie. Zawiesiłam go więc na stałe na łańcuszku z odzysku. 

O ile dwa poprzednie twory były proste, to trzeci jest wprost banalny - te korale zerwały się (nie pierwszy raz...) i parę koralików zagubiło się. Cała moja praca polegała tym razem tylko na naprawie, czyli nowa żyłka, końcówki, zapięcie, oraz na doprowadzeniu do symetrii poprzez poprzekładanie koralików tak, żeby było równo. Ta żyłka przynajmniej nie skręca się tak jak poprzednia :)

Jak widać mama lubi "naturalną" biżuterię - drewno, kamienie, rzemienie itp ;)

Na dziś to tyle. Pochwalę się jeszcze tylko zamówioną na Allegro paczuszką. Nic więcej nie powiem, chyba same się domyślacie, że szykują się nowe eksperymenty :D


czwartek, 7 listopada 2013

Różne

Takie dziś znalazłam fotki, jeszcze nie pokazywane. Po pierwsze szydełkowo-koralikowy naszyjnik z prostym wzorkiem - brązowy z czarnym paseczkiem. Po raz pierwszy użyłam zapięcia toggle, które jest tak powszechnie używane przy tego typu pracach. Mi się ono bardzo nie podobało, ale spróbowałam i doceniam jego zastosowanie.

A poza tym mam w zanadrzu jeszcze klasyczną sznurkową bransoletkę, tym razem wykonaną troszkę inaczej niż dotychczas, dzięki czemu nie potrzebuję zaciskaczy i mam mniej końcówek :) wadą mojego sposobu jest monochromatyczność ;p ale puki co i tak nie mam innego koloru sznurka :D

I jeszcze zajawka bardzo starej pracy - korali nawleczonych na wypleciony przeze mnie sznur :) bardzo prosto się je robi, jak sobie przypomnę to może zrobię jakiś kursik ;p zdjęcie na razie takie, ale jak zrekrutuję jakąś modelkę to będzie lepsze ;)

A tak poza tym to pogoda kiepska, aż mnie głowa rozbolała. Taka się czuję bez mocy i w ogóle zmęczona. Grzeję sobie mój znienawidzony ale za to "szybki" bigos. Jesień do tej pory nas rozpieszczała a teraz się mści :P

Dziękuję za wszystkie pozytywne recenzje mojego naszyjnikowego debiutu z poprzedniego posta, a przede wszystkim za sugestie co do wykończenia kolczyków - jesteście pod tym względem raczej jednomyślne. Przyznam z resztą, że ja też miałam większe przekonanie do wersji po stronie prawej, dzięki Wam mam pewność, że to właściwy wybór :* w weekend przystąpię do klejenia!
Co do weekendu mam nadzieję, że uda mi się coś potworzyć bo jak nie to nie będę miała z czego napisać następnego posta ;)

Trzymajcie się ciepło i jedzcie dużo owoców ;)

sobota, 2 listopada 2013

Glamurne frywolitki

Robię coś, rzucam, robię następne, rzucam i zaczynam coś innego... i tak w kółko. To trochę opóźnia tempo powstawania prac ;) Tym razem pokażę trochę niedokończony komplet - brakuje mu bigli i krawatki, ale na pewno potraficie sobie wyobrazić, że one tu są (wierzę w Was ;)). Kolczyki to czarne Małgorzatki z dość nietypowym układem koralików, wisiorek to ten sam wzór, tyle, że dołożyłam jeszcze koralikową otoczkę, bo lubię jak wisiorek jest trochę większy niż kolczyki :) osobiście uważam, że wygląda elegancko :)

A żeby nie było zbyt monotematycznie dołożę jeszcze bransoletkę typu "raz-dwa i gotowe", którą zrobiłam na użytek własny z grubego rzemienia wklejonego w zapięcie i koralika do bransoletek typu pandora, które mnie osobiście nie przekonują. Bransoletka jest bardzo prosta w formie ale wzbudziła jak dotąd duże zainteresowanie. Już wiele razy wspominałam o tym, że proste rzeczy budzą często więcej podziwu niż wymyślne, pracochłonne, oryginalne projekty :/ 
Mi ta bransoletka przypomniała wczesnoszkolną lekturę "Karolcia" o dziewczynce, która znalazła niebieski koralik powodujący niewidzialność :D

Dziękuję za wszystkie miłe słowa pod ostatnim postem. Wasze opinie utwierdziły mnie w przekonaniu, że kolczyki Afrodyta powinny wisieć na sztyftach. Szyłam je z potrzeby tworzenia, nie na zamówienie a ja mam bardzo długą szyję (ja w ogóle wszystko mam za długie ;)) więc nie jestem najlepszym modelem. Nie mniej jednak postaram się zrobić zdjęcia na modelce lub na sobie jak tylko dokleję wreszcie te nieszczęsne bigle ;)

Pozdrawiam serdecznie!

niedziela, 27 października 2013

Stare i nowe kolczyki

Zacznę od tych nowych, jako, że bardziej efektowne ;) Zmęczona serwetką zabrałam się za sutasz i zrealizowałam projekt, co do którego nie miałam pełnego przekonania. Po zakończeniu pracy (prawie) jestem jednak zadowolona z tego co mi wyszło. Kolczyki Afrodyta uszyte z prostych modułów połączonych koralikami aby dodać troszkę lekkości, podklejone z tyłu minimalną ilością filcu. Bazę stanowią hematyty różnej wielkości i kształtu, do tego trochę zwykłych koralików w zbliżonym kolorze. Kolczyki mają 8cm długości. Po długich namysłach i przymiarkach postanowiłam dokleić im sztyfty, ale jeszcze tego nie zrobiłam bo bez nich łatwiej zrobić dobre zdjęcie ;D Boję się, że na zwykłych biglach będą za bardzo "ciążyć", jak Wam się wydaje? Zrobiłam próbę i ucha nie urywają, ale płatek trochę się naciąga.

A teraz stare kolczyki. Wspominała, wiele postów temu, że robiłam specjalne kolczyki dla cioci B. Kolczyki na wesele syna (syna cioci, oczywiście), więc wszystko miało być idealne. Na ten pomysł wpadł wujek K., któremu jestem bardzo wdzięczna bo te kolczyki bardzo mi się spodobały i zapewne zrobię jeszcze kiedyś takie, jak tylko zakupię koraliki jeszcze mniejsze od mojej standardowej drobnicy :) 
Te kolczyki są wyplecione jak zwykła koralikowa kulka z drobnicy w kolorze złotym, srebrnym i miedzianym. Miały pasować do bardzo efektownego i zdobnego naszyjnika, też rękodzieła (choć nie mojego), którego zdjęcia niestety nie mam. Średnica ok 8mm

To tyle na dziś, więcej pokażę jak w końcu kupię sobie baterie do aparatu albo akumulatory albo jak strzelę piorunem w ten aparat, żeby zaczął robić to do czego go stworzono ;)

Zwyciężczynie mojego Candy proszę o cierpliwość gdyż pracuję nad drobiazgami dla Was :)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Różne

Dopiero co wróciłam ze świąt i nie mam siły selekcjonować zdjęć tematycznie, więc będzie bardziej chaotycznie niż zwykle ;)
Jako, że szydełko i koraliki to dobre połączenie, zrobiłam jeszcze swego czasu takie dwie bransoletki z lnianego sznurka - bardzo wdzięcznie i szybko się je robi. Można nosić jedną, a można wiele, jak kto lubi


 I kolczyki jeszcze powstały. Pierwsze ze srebra, a to u mnie rzadkość, bo srebro jest drogie. Te jednak powstały na użytek własny, do różowego sweterka z falbanką (soł słit ;P) nie tak lekkie, jak lubię, ale zupełnie ok


I jeszcze takie kulki beaded beads z ogonkami z łańcuszków. Użyłam koralików srebrnych, złotych i miedzianych, co stworzyło mieniącą się w oczach całość o trudnym do określenia kolorze :)


 Mam też bransoletkę ze znalezionego w domu syntetycznego sznurka. Cieszę się, że wpadłam na to, żeby ją wykorzystać - wcześniej nie wiedziałam co z nią począć a na bransoletkę poszła prawie cała, mocne to jak licho i jeszcze całkiem dobrze się prezentuje :) wg kursu udostępnionego przez agagbu



Jestem zmęczona, ale podsumuję tegoroczne święta - jak co roku denerwowałam się tymi samymi idiotyzmami, chyba czas się z tym pogodzić albo zacząć spędzać święta samotnie z puszką piwa i torbą chrupek kukurydzianych. Swoją drogą od piwa i chrupek na pewno nie byłabym taka rozepchana jak od tradycyjnego świątecznego jedzenia a raczej żarcia. Zero ruchu bo trzeba siedzieć za stołem z rodziną a jak się siedzi to trzeba żreć bo zaraz będzie, że Ci nie smakuje albo że się odchudzasz (z BMI 19?!). Jednym słowem odchorowałam te święta. Po prawdzie moja "sukienka kontrolna" wykazała, że troszkę zeszczuplałam, ale czuję się wzdęta i spuchnięta jak  balon. W dodatku straciłam wszelką ochotę na słodkości, co mi się normalnie nie zdarza. Kupiłam już co prawda ciastka "na czarną godzinę" ale nawet nie chce mi się na nie patrzyć, za to z radością zjadłam surową marchewkę. Takie to święta!
Wiem też, że w niektórych regionach na wielkanoc ludzie robią sobie prezenty jak pod choinkę. W dodatku krąży pogłoska, że roznosi je zajączek. U mnie w regionie tego nie ma i pewnie dlatego patrzę na sprawę sceptycznie, z resztą skoro wielkanoc to prezenty powinien roznosić raczej baranek. Jedyne, co roznoszą zające to larwy tasiemca.

Moje ostatnie przemyślenie dotyczy tego co dzieje się na naszych blogach - wszyscy jak jeden mąż i jedna żona nawołują wiosnę swoją soczyście kolorową twórczością. Wiosna jak widać ma nas gdzieś, więc proponuję również przestać na nią czekać - a co, niech jej się zrobi głupio!
Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszego posta, następny niebawem :)

niedziela, 17 marca 2013

Zwykłe zwyklaki

Pracująca niedziela, co za podłość :/ zaprawdę powiadam Wam - zanim następnym razem pójdziecie na niedzielne zakupy/fryzjera/obiad w restauracji lub do dowolnej innej instytucji czynnej w ten dzień z własnej woli (oprócz kościoła ;D) pomyślcie choć przez chwilę o nieszczęsnych ludziach, którzy spędzają ten dzień w pracy. Nie twierdzę, że to jest robienie komuś krzywdy, ale miejmy trochę empatii i przynajmniej nie bądźmy tego dnia "upierdliwym klientem". Ktoś powie "nie pasuje to zmień pracę" ale myślący ludzie wiedzą, że ciężko o pracę, nawet byle jaką, i nie każdy może pozwolić sobie na wybrzydzanie.

Po tym moralnym wstępie przejdę wreszcie do sedna - oto kilka "zwyklaków" czyli prostych, mało ambitnych projektów, które nierzadko budzą większy podziw niż misternie tkana frywolitkowa koronka :/

Pierwsze to drewniane koraliki na rzemieniu. Lubię ten wzór - prosty styl i takie "eko" materiały :)



A te powstały z odpadków (tzn. tych metalowych kółeczek), które przyniosłam z pracy :) nie mogłam pozwolić, żeby zmarnowało się coś, co ma szansę zostać biżuterią ;)


 A to jest realizacja pomysłu M., która opowiedziała mi ostatnio jakie by chciała mieć kolczyki. Miałam wizję na trochę szlachetniejsze materiały, ale nie miałam ich w zasięgu więc ucieleśniłam wizję M. z tego co miałam :) mam nadzieję, że tak to miało wyglądać


Wybaczcie mi to moje marudzenie. Od dość dawna zastanawiam się, czy nie powinnam założyć drugiego bloga poświęconego moim przemyśleniom. Często mam różne dziwne myśli, dużo razy słyszałam, że powinnam napisać książkę :) Sama nie wiem, czy to dobry pomysł. Ja nie czytam blogów-pamiętników, interesują mnie tylko te poświęcone konkretnym zagadnieniom. Z drugiej strony muszę się pilnować, żeby nie przelewać tego wszystkiego na tego bloga bo nie o tym on ma być.
Powiedzcie, czytacie blogi ludzi, którzy piszą o swoim życiu lub tym podobne???

piątek, 15 marca 2013

Dekupażu dawno nie było...

Oj, dawno, dawno nie było u mnie nic dekupażowego... Tak więc nadrabiam zaległości i przedstawiam nowe prace.
Korale to połączenie drewnianych kulek pokrytych białą farbą i różanym deku oraz groszkowozielonych ceramicznych. Strasznie drogie są ceramiczne koraliki (włos się jeży pod pachą!), ale musiałam je mieć bo koncepcja tego wymagała. Wszystkie te kulki zawlekłam na 15 cienkich nici lnianych (tak - 15!), przedzielając supłami. Moim zdaniem wyszło fajnie, ale ostatecznie efekt oceni moja mama bo to dla niej zrobiłam ten naszyjnik. Mam nadzieję, że na jej szyi (nie tak cienkiej jak moja) naszyjnik nie będzie tak smętnie zwisał ;)



I trochę inny styl - naszyjnik długości prawie pępkowej (na kimś "krótszym" może i jest pępkowy ;)) i kolczyki łezki z motywem folkowym. Miało być trochę ludowo, ale nie jarmarcznie, mam nadzieję, że tak wyszło. Kolczyki to pikuś, ale naszyjnik kosztował mnie wiele... pracy umysłowej. Jakoś nie mogłam znaleźć odpowiedniego rozwiązania dla tego dużego koralika a bardzo chciałam wykorzystać sznurek, który dostałam jeszcze dawno, dawno temu od Tynki, w ramach wymianki. W końcu wpadłam! Wujek Google znalazł dla mnie przystępną instrukcję wykonania bosmanki (żeglarski węzeł ozdobny :)) - kilka prób i powstała całkiem elegancka sznurkowa kulka, dzięki której ominął mnie problem brzydkich końcówek sznurka :)



zbliżenie na moją słynną bosmankę :)
A w ogóle to dekupażowe koraliki zrobiłam jeszcze, hen, na starym roku, ale moje pomysły musiały "dojrzeć" aby wejść w życie.

Poza tym zapewniam, że pomimo niewielkiej aktywności blogowej działam przez cały czas. Dziś pomyliły mi się godziny i wstałam godzinę wcześniej i wykorzystałam ten czas m.in. na sesję zdjęciową moich prac. Czasem mam ochotę pokazać wszystko od razu, ale z drugiej strony nie chcę robić bałaganu, no i wolę też pisać częściej a mniej, niż raz na ruski rok walić epopeję, której nikomu nie będzie się chciało czytać ;)

Dziś z radością odebrałam pierwszą przesyłkę zamówioną w sklepie Qnszt.pl. Zamówiłam sporo koralików i kilka potrzebnych drobiazgów, więc mam nadzieję, że będzie się działo ;) A Wy? Też zamawiacie półfabrykaty w internecie? Ja zwykle kupuję w sklepach, raz zamawiałam na Pasart.pl i byłam bardzo zadowolona, ale ostatnio dużo się tam zmieniło - ze zwykłego sklepu zrobiono coś na kształt Allegro - co przedmiot to kto inny go sprzedaje i wysyła - coś strasznego, nie polecam!
Qnszt oceniam pozytywnie, choć wybór i ceny nie są tak fajne jak kiedyś na Pasarcie (bo teraz też podrożało) ale wychodzi znacznie lepiej niż w stacjonarnym sklepiku. Myślę, że w przyszłości wypróbuję też inne sklepy tego rodzaju :) Co mi polecacie?

sobota, 2 lutego 2013

Wiosna

Jeszcze zanim nadeszło ocieplenie zachciało mi się kolczyków w kolorze przywodzącym na myśl wiosnę :) Kolczyki Wanda miałam ochotę zrobić raz jeszcze bo wzór, który na początku mnie nie zachwycił po dodaniu łańcuszków przekonał mnie do siebie a Wasze komentarze pod czarnymi Wandami utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie zrobiłam gniota :D Tak więc prezentuję wersję jasnozieloną. Nici Aida.


A że nitki trochę zostało to zrobiłam jeszcze klasyczne Małgorzatki z dodatkiem bieli. Chyba wolę je z cieńszych nici - wychodzą mniejsze - ale nie ma co marudzić ;)


Poza tym podbudowałam ostatnio troszkę moje zapasy koralików i innych dupereli biżuteryjnych. Jedną z najnowszych inwestycji były małe skrzydełka zakupione z myślą o aniołkach. No i tak zrobiłam aniołki :) Moim zdaniem całkiem sympatyczne, choć sezon "aniołkowy" już minął, ale z drugiej strony kto powiedział, że aniołki urzędują tylko w święta? ;)


Robią się ostatnio różne rzeczy, na zmianę. Wczoraj znów wzięło mnie na sutasz. Szyłam do późnej nocy, kończyłam dzisiaj. Mam nadzieję zebrać się w sobie i powykańczać kilka zaległych drobiazgów. Jak na złość zaginęły mi jedne bigle. Niby nic, głupie bigle, ale to były srebrne bigle :/ a ja się uparłam, że do tych kolczyków mają być srebrne i koniec.

Dziękuję za wszystkie odwiedziny a zwłaszcza za pozostawione komentarze :)

środa, 10 października 2012

Prosto

Dziękuję przede wszystkim za pociechę pod ostatnimi narzekaniami, dobre słowo koi :*
A dziś pokażę takie trochę... niedobitki, czyli to co do tej pory nie doczekało się publikacji. Najpierw kolczyki w 5 minut, czyli mini projekt, jak chce się coś zrobić, ale się nie chce :) kolczyki z drewnianych koralików i cienkiego rzemyczka, konstrukcja banalna, ale prostota ma więcej zwolenników niż awangarda. Takie trochę eko-kolczyki :)

A do tego równie prosta bransoletka z lnianego sznurka i czerwonych koralików. Łudziłam się, że dorobię jeszcze kolczyki, ale pogodziłam się już z faktem, że tak się nie stanie :/



Nie wiem kiedy będę miała czas zrobić coś do pokazania. Jak na razie systematycznie robi się tylko jedna, za to bardzo duża rzecz, trudno powiedzieć kiedy się skończy...

3majcie się ciepło i zdrowo!

wtorek, 25 września 2012

Znowu rzemyki

Tak to ze mną bywa, że jak coś robię, to falami :) dlatego niedługo po poprzednio pokazywanej bransoletce powstała kolejna. Miała być całkiem inna, ale trochę się przeliczyłam jeśli chodzi o grubość rzemienia. Jeszcze kiedyś wrócę do tej wizji, jak znajdę lepszy materiał. Tymczasem zaimprowizowałam takie oto coś, a że złapałam natchnienie to dorobiłam jeszcze kolczyki. Ten komplecik też jest na mój prywatny użytek - będzie pasował do szarego sweterka :) bardzo spodobało mi się połączenie miedzi z szarością - w końcu kto powiedział, że nie pasuje..? :)




A poza tym u mnie dziś dzień chwały i tryumfu - w końcu otrzymałam upragniony tytuł magistra inżyniera :D cieszę się ogromnie, bo pracy i nerwów kosztowało mnie to o wiele więcej niż było warto. W związku z tym dzisiejszy dzień zamierzam poświęcić na same przyjemne rzeczy, a co!

M.Argherito, różyczki kupiłam gotowe w pasmanterii, trudno nazwać je koralikami bo nie mają dziurek. Cała moja praca polegała na przyklejeniu ich do bigli :)

niedziela, 23 września 2012

Dla odmiany

Mam w zapasie jeszcze jedne sutaszowe kolczyki, ale zostawię je na potem, żeby Wam się nie przejadły ;) Tymczasem pokażę bransoletkę splecioną z barwionych rzemieni i łańcuszka. Bardzo prosta i szybka robota, a efekt nie najgorszy - w sam raz jako dyskretna ozdoba na co dzień. Zrobiłam ją z resztek rzemieni, które doczepiałam do torebki (pisałam o tym jakiś czas temu). Miała być trochę inna, ale jakoś nie byłam zadowolona i na szybkości wymyśliłam takie proste rozwiązanie :)


Oczywiście jako "komplet" do torebki, bransoletka jest przeznaczona dla mnie. Tyle robię tych biżutków, a sama prawie nie noszę, albo tylko kilka ulubionych na zmianę. W końcu szewc w dziurawych butach chodzi...

I jeszcze mały drobiazg, na który szkoda mi osobnego posta. Kolczyki-sztyfty z żywicznych różyczek, też banalne - skleić i gotowe :)


To tyle na dziś, reszta wkrótce. Dziękuję za Wasze komentarze, dzięki nim chce mi się pisać kolejne posty ;)
Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli!

wtorek, 11 września 2012

Banały

Nareszcie zrobiłam zaległe zdjęcia! Udało mi się trafić na piękną pogodę i dobre światło - drobne poprawki i zdjęcia będą cudne :) Mam tego trochę, ale nie pokażę wszystkiego od razu bo potem nie będę miała o czym pisać ;)
Na pierwszy ogień pójdzie banalny wręcz zestaw biżuterii z różyczek z żywicy. Odkryłam je niedawno w Koralium i zakochałam się - idealne na skromne kolczyki-wkrętki na co dzień! Na próbę kupiłam 2 i przykleiłam SuperGlutem do bigli (czuję, że będę częściej używać tego kleju, choć posklejałam sobie paznokcie ;p) i oczywiście byłam tak zachwycona, że zaraz kupiłam kolejne 4 sztuki. W sumie powstały z nich 2 pary kolczyków, pierścionek i wisiorek. Kolczyki z pierścionkiem dla mnie (wspominałam już, że nie cierpię pierścionków :D ) i kolczyki z wisiorkiem dla mamy (będą pasowały to różowego sweterka, który jej zrobiłam).




Poza tym jak widać po lewej stronie - niedługo pojawi się tu 100 komentarz, może nawet pod tym postem. Zachęcam do aktywności, bo autor/ka tego komentarza otrzyma ode mnie jakiś drobny upominek (jeszcze nie wiem co to będzie ale coś wymyślę :)).
Licznik również czeka na złapanie 1000, ale chyba poczeka sobie jeszcze kilka dni...
Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa i rady!