Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2015

Srebro czy złoto?

Witajcie!

Dziękuję za aprobatę dla mojej koszuli z odzysku i kolczyków :)
Witam również nową obserwatorkę, rozgość się ;))

Wolicie srebro czy złoto?
Ja nie potrafiłam się zdecydować więc wybrałam oba ;-)

A tak całkiem poważnie to do połączenia srebrnej i złotej nici zainspirowało mnie 18 zadanie Oswajania Frywolitki, którego tematem były dwukolorowe plecionki. Sama w tej zabawie nie biorę udziału, ale systematycznie podglądam zmagania Dziewczyn :)

A ponieważ nie mogłam się zdecydować, który kolor ma być w środku po prostu zrobiłam dwa różne kolczyki - bo kto mi zabroni?


Tak naprawdę to nici nie są srebrne i złote tylko białe ze srebrną nitką i żółte ze złotą nitką ;P Tak czy inaczej zrobiłam je, założyłam i efekt mnie zadowolił - na uszach różnica nie rzuca się tak łatwo w oczy - trzeba się dopiero przyjrzeć, zastanowić... a przecież po to nosimy piękne kolczyki, żeby się inni ludzie im przyglądali ;-) 
Jest to pewnego rodzaju ekstrawagancja, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale moim osobistym zdaniem takie trochę różne kolczyki są intrygujące :-)

A teraz coś dla chętnych, czyli przemyślenia. Ostrzegam, może być dziwnie!

Macie takie słowa, których nie lubicie? Nie chodzi mi o slang ani wulgaryzmy, raczej o takie zwykłe słowa, które Was z jakiejś przyczyny, albo całkiem bez przyczyny drażnią? albo takie, które Waszym zdaniem jakoś tak głupio brzmią? Ja mam kilka takich słów, które drażnią mnie samym swoim istnieniem. Niekwestionowanym królem jest tu kardigan - niby to fajnie, że ma to swoją nazwę, bez wątpienia bardziej praktyczną niż "rozpinany sweter" a jednak nienawidzę tego słowa zarówno w mowie jak i w piśmie. Zabawne, zwłaszcza, że do swetrów nic nie mam :)
Ale ostatnimi czasy pojawiło się inne słowo, które doprowadza mnie do białej gorączki - są to wszystkie odmiany przymiotnika "kobiecy". I żeby wszystko było jasne, słowo jako takie jest OK, ale kontekst, w którym się pojawia i intensywność, z jaką to słowo atakuje mnie z każdej strony są nie do zniesienia. Nie jestem jakąś pasjonatką mody i urody ale, jak chyba każdej z nas, zdarza mi się zaglądać do artykułów o ciuchach i kosmetykach, oglądam filmiki na Youtube i często podziwiam blogi osób szyjących i dziergających ubrania i dodatki. I słowo "kobiecy" jest tam odmienianie przez wszystkie przypadki. Czym tu się irytować? Bezsensem, czystym żywym bezsensem. Przykłady? Proszę bardzo:
- "kobiecy makijaż" - och, co za szczęście, że to zostało powiedziane inaczej połowa mężczyzn w tym kraju chodziłaby wymalowana różowym cieniem i beżową szminką bo pomyśleliby, że to męski trend [wprawdzie istnieje coś takiego jak makijaż męski, ale jest to zjawisko raczej marginalne i chyba wszyscy zgodzimy się, że puki co makijaż jest atrybutem pań],
- "kobieca bluzeczka" - skoro ma zaszewki na cyckach i wisi w dziale damskim to chyba nikt nie będzie miał wątpliwości?
- "kobieca spódniczka" - czy w tym kraju można kupić nie-kobiecą? Jakby się uprzeć to można - "dziewczęcą", ale formalnie rzecz biorąc dziewczynka również jest kobietą,
- "kobiecy samochód" - pedały gazu i hamulca mają otwory do stabilizowania wysokich obcasów, ponadto pod ręką mamy schowek z organizerem na kosmetyki, podajnik tamponów i uchwyt na szminkę. Lusterko wsteczne jest oczywiście powiększające, żeby umożliwić precyzyjne wykonanie makijażu,
- "kobiecy kolor" - i tu zapewne poglądy są różne i można polemizować, ale moim zdaniem kolory nie mają płci. Czy zna ktoś kolor, który jest zarezerwowany wyłącznie dla mężczyzn? Cisza. A dla kobiet? Chciałoby się rzec "różowy!", ale zdaje się przeczyć temu stosunkowo duża popularność różowych koszul, tych garniturowych.

Zastanawiam się już od pewnego czasu dlaczego my, kobiety, czujemy tak wielką potrzebę podkreślania, że przedmioty, z których korzystamy mają płeć i jest ona zgodna z naszą płcią? Ale przede wszystkim po co nadajemy tą "płeć" tym rzeczom, których panowie i tak nie używają, jak makijaż i spódniczka? 

Jeśli chodzi o to "masło maślane" [kobiecy makijaż] to przychodzi mi do głowy , że może to wynikać z ubogiego słownictwa i braku polotu, które uniemożliwiają opisanie czegoś słowami, które lepiej scharakteryzują wyjątkowość obiektu. Z drugiej strony słowo "kobiecy" stało się chyba po trochę synonimem słowa "fajny"; logika nie może się mylić - skoro to jest "kobiecie" a ja jestem kobietą, to znaczy, że jest w sam raz dla mnie :P

Strasznie się dziś rozpisałam, ale to dlatego, że przemyślałam ten temat naprawdę solidnie. Jestem ciekawa czy Wy też zauważyłyście to zjawisko "upierdliwego podkreślania kobiecości"? A może zdarzyło się Wam opisywać tak swoje kolczyki, sweterki, kartki, ozdoby czy inne wytwory? Nie chcę być źle odebrana, nie nienawidzę osób, które opisują w ten sposób różne rzeczy - po prostu drażni mnie to na takiej samej zasadzie jak kierowcy, którzy nie używają kierunkowskazów. Czyli wkurza mnie to, ale pewnie samej też mi się kiedyś zdarzyło ;-) Mam nadzieję, ze nikt nie poczuł się urażony.

Zachęcam Was do refleksji i dzielenia się swoimi spostrzeżeniami!
A jeśli komuś się spodobało to zachęcam do przeczytania tego artykułu, tak na poprawę humoru :-)

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników, ale szczególnie serdecznie pozdrawiam dziś kobiety, zwłaszcza te "kobiece" ;-)

środa, 7 października 2015

Czarno widzę / I see it in black

Witajcie!

Miał być kolejny post a wyszła klapa w postaci awarii karty SD! Innymi słowy straciłam wszystkie zapisane na niej zdjęcia. Na szczęście dużo tego nie było bo zdjęcia zgrywam na bieżąco, ale i tak zawiesiło mnie to na jakiś czas. Na szczęście ostatnie zdjęcia odzyskałam przy pomocy programu 7-Data Recovery Suite - polecam, oby nikomu nie był potrzebny ;-)

Za to poszperałam w czeluściach internetu i na Pintereście znalazłam m.in. taki sympatyczny wzór na kolczyki (gdzieś mi zniknął, ale ten jest podobny), który z powodzeniem przetestowałam na poliestrowej nici, dzięki czemu nie wyszły zbyt szerokie (nie lubię szerokich kolczyków, wolę długie kształty :))


Zdarza mi się czasem kupić w sklepie z używaną odzieżą coś, co nie do końca spełnia moje wymagania ale widzę w tym potencjał :-) Takim sposobem weszłam w posiadanie czarnej koszuli znanej firmy. Koszula ładnie uszyta ale ktoś w przypływie weny twórczej wyposażył mankiety w przeohydne wstążki, które z czasem rozcapierzyły się jak stara miotła. Pętelki były, jak nic prosząc się o guziki, ale mankiety są na to za ciasne - albo guziki, albo moja ręka w tym rękawie ;) 



Wywaliłam te paskudne troki i postawiłam na drugi rząd pętelek, tyle, że z okrągłej gumki podobnej grubości.



Chyba jest znośnie, jak myślicie? Moim zdaniem z tymi gumkami można się pokazać między ludźmi :D W najgorszym wypadku nie będę zdejmować marynarki; i tak rzadko noszę koszule z kołnierzykiem, chyba, że z flaneli (te takie robotniczo-budowlane). Bluzka nie jest wyprasowana więc pliski przy dekolcie wyglądają dość swawolnie. Zdjęcia rozjaśniłam na komputerze żeby było widać te wszystkie detale - w rzeczywistości koszula jest po prostu czarna.



Swoją drogą jej poprzednia właścicielka musiała być bardzo kreatywną osobą - nie dość, że wstawiła te wstążkowe troki (widać, że to chałupnicza robota; zakładam, że wcześniej były tam guziczki ale poprzedniczce też było niewygodnie z tak absurdalnie ciasnym mankietem) to jeszcze pomiędzy guzikami wklejone zostały rzepy. Leniuszek z niej, ale nie potępiam, przynajmniej można się ubrać w trybie przyspieszonym ;-)

Tym razem na końcu a nie na początku dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Ucieszyło mnie, że obie pary kolczyków z poprzedniego posta znalazły zwolenniczki :-) 

Pozdrawiam i do następnego razu!

Hello!
I had some problems with my SD card - I've lost all photos, but I reclaimed them by -Data Recovery Suite, very useful program!

I've found this nice pattern on Pinterest and successfully tried it on with dark brown poliester thread, which is very thin so earrings are rather small. I'm satisfied with them :-)

Some time ago I've bought nice black shirt in second-hand store, but it had this ugly ribbon on wristbands so I've changed it for elastic loops. In my opinion shirt looks quite good now :)

Thanks for all visits and comments!

See you next time!

piątek, 19 czerwca 2015

Organizer - tuba / Tube organizer

Witajcie! 
wprost nie mogłam się doczekać żeby napisać nowego posta :D porzucam na chwilę chronologię i zamiast zaległych biżutków pokażę Wam ostatni "wynalazek" - organizer na sutaszowe sznurki :-)

Nie jestem tak wkręcona w sutasz, żeby zużywać sznurek całymi rolkami więc kupuję go na metry. Do tej pory trzymałam wszystko po prostu w woreczku a te sznurki, których było dużo, zwinięte i zapakowane w worki strunowe. Ale żeby sznurki mi się nie plątały i nie gniotły postanowiłam zrobić dla nich "domek", oto on:







Organizer powstał w 100% z materiałów z odzysku, jedyne dobro, które w niego "zainwestowałam" to laseczka gorącego kleju i trochę dwustronnej taśmy klejącej :-) pozostałe surowce to:

  • tekturowa rolka po folii aluminiowej, 
  • stary kalendarz ścienny, 
  • tekturowe pudełko, 
  • resztka wstążki.

Rolkę odarłam z resztek folii o okleiłam kartką z kalendarza (wewnętrzna, biała strona), od puszki z lakierobejcą odrysowałam sporo tekturowych kółek - dwa zostawiłam, na pozostałych odrysowałam średnicę rolki i wycięłam. Wycięłam też dwa białe koła z kalendarza i przykleiłam białą stroną w górę do tych "pełnych" kółek. W jednym z nich zrobiłam otwór pośrodku i szydełkiem przeciągnęłam wstążeczkę, którą zawiązałam na supeł od wewnątrz i przykleiłam gorącym klejem. Nałożyłam wszystkie "pierścienie na rolkę i dokleiłam po obu stronach te "pełne" (zaślepki). Ułożyłam pierścienie w równych odstępach i owinęłam takiego "szkieletora" sporym kawałkiem kalendarza, tym razem obrazkiem na zewnątrz i skleiłam z lekkim luzem, żeby dobrze się przesuwało. Ta-dam, tak powstał organizer!


Nawinęłam te sznurki, których mam dużo (te z worków strunowych), z wyjątkiem białego, który boję się przechowywać poza woreczkiem. Trzeba przyznać, że organizer ciekawie wygląda, na pierwszy rzut oka raczej ciężko zgadnąć co się w nim kryje. Nie jest jednak idealnie praktyczny - zajmuje więcej miejsca niż sznurki w woreczkach i trzeba je nań pracowicie nawijać. Plus jest taki, że może stać na widoku nie wyrządzając szkód estetyce ;-) Ostatecznie myślę, że jest to przede wszystkim bajer dla porządnickich ;-)

Fajnym rozwiązaniem dla sutaszystek kupujących całe szpulki byłaby taka tuba z dnem, w której mogłyby trzymać szpule ściśle na sobie ułożone i zabezpieczone od góry np. zawiązywaną tasiemką, gumką albo przykrywką z zapięciem :-)


Tak się dziś rozgadałam, że planowane "przemyślenia" zostawię sobie do następnego posta ;)))

Pozdrawiam serdecznie!


Hello!
I coldn't look forward to write this post :-) today I'll show you not my old jewellery but my latest work - organizer for soutache tapes.

I used to keep my tapes together in one bag, and those tapes, which I had in a greater amount, in indywidual string-bags. To preserve tangling and squeezing I made this tube with: 

  •  roll from a kitchen aluminum foil, 
  • an old calendar, 
  • cardboard, 
  • a piece of ribbon.

It looks quite nice and I think it's difficult to guess what is inside this tube, so it can be store in visible place. But it has disadvantages too - it's not very practical - takes more place then string-bags and it's necessary to rewind tape on it. In my opinion it's a gadget for a pedantic people ;-)

Nice thing for soutaching people can be empty tube with bottom, to which they can put they spools and close it with ribbon or tailor rubber or kind of flap :-)

Greetings!

piątek, 11 stycznia 2013

Czółenka

Witajcie. Po pierwsze chciałabym serdecznie Wam podziękować za wszystkie miłe słowa zostawione w postaci komentarzy, zwłaszcza pod ostatnim postem. Nie spodziewałam się, że te dwa drobiazgi wzbudzą aż takie zainteresowanie. Jest mi oczywiście bardzo miło i właśnie dlatego piszę to dziś na początku posta, a nie, jak zwykle, na końcu :)

A teraz do rzeczy. Dziś chciałabym "podzielić" się z Wami czymś nietypowym. Otóż zrobiłam swoje własne czółenka do frywolitek :) Znalazłam na internecie zdjęcia czółenek z drewna o podobnym kształcie i pomyślałam - a czemu by nie? Przypomniałam też sobie, że widziałam coś podobnego tutaj.
Moje pierwsze czółenko jest zrobione ze skórki ( odzysk ze starej torebki :)). pomiędzy dwoma warstwami cienkiej skórki jest trochę mniejsza, plastikowa "wkładka", dzięki której czółenko trzyma kształt. Całość sklejona SuperGlue. Wygląda ciekawie, mieści nawet w miarę sporo nici (chyba porównywalnie ze szpulką szydełka Pony również widocznego na zdjęciu) i da się nim pracować. Jak już kiedyś pisałam, ja od początku pracuję na szydełkach ze szpulką i szydełkiem i nie mogę się przyzwyczaić do braku szydełka w innych czółenkach. To jest moje własne od początku do końca, dlatego mogę mu wybaczyć nawet brak szydełka :) Jak widać na zdjęciu, już poszło w ruch ;)


Zachęcona efektem zrobiłam też drugie takie czółenko tyle, że z dwóch warstw plastiku sklejonych wspomnianym klejem. Niestety, klejenie dość dużej powierzchni zaowocowało tym, że pomiędzy plastik dostało się powietrze i powstały białe plamy :/ Nie przeszkadza to w użytkowaniu, ale słabo wygląda. Jak poczuję natchnienie to spróbuję jeszcze raz, tym razem umieszczając w środku jakiś obrazek - będzie ładniej i może zgubią się ewentualne plamy. Trzeba się trochę przyjrzeć, żeby je zobaczyć, ale to przez białe tło. W ogóle nie miałam pomysłu jak fotografować prawie przezroczysty obiekt ;)


Tego czółenka jeszcze nie testowałam, ale myślę, że będzie podobne do skórkowego. Wymiary są te same.

Dzięki tym zachomikowanym zdjęciom  miałam z czego napisać dziś posta :D z czego bardzo się cieszę bo blogowanie jest ważną częścią mojego życia. Dzięki temu poznałam ludzi podobnych do mnie, którzy nie robią wielkich oczu jak się dowiadują, że potrafię robić na drutach.

A propos drutów, mój zaczęty koralowy sweterek również zyskał sobie kilka przychylnych opinii, z czego bardzo się cieszę bo miał być inny niż będzie. Ale powstał kolejny problem: czy w ogóle będzie? Otóż moja pierwotna koncepcja upadła z powodu niewystarczającej ilości włóczki, ale teraz, kiedy jestem na wysokości pach okazuje się, że i tak kiepsko stoję z włóczką a przecież musi mi jeszcze wystarczyć na wykończenia. Z bólem serca zrezygnowałam z mini-rękawków, mam nadzieję, że nie wyjdzie mi z tego wzorzysty wór na kartofle... Teraz "siedzę na kłębku" i modlę się, żeby wystarczyło bo szkoda mi to wszystko pruć. Poza tym skończyły się wzorki i zrobiło się nudno. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało skończyć ten pulower i żeby nadawał się do pokazania się w nim między ludźmi!

DorARTthea - te kolczyki trzymają kształt bo bardzo starannie i bardzo gęsto zszyłam strategiczną część kolczyka. Sutasz rzeczywiście jest miękkim sznurkiem, ale dzięki gęstym szwom bez problemu wytrzymuje ciężar plastikowych koralików. Inna sprawa gdybym chciała powiesić na tym miejscu jakiś ciężki kamień - wtedy na bank by się naciągnęły :)

Jeszcze raz dziękuję, że mnie odwiedzacie i witam nowe obserwatorki :)
Serdecznie pozdrawiam!

wtorek, 11 grudnia 2012

Bombeczki Koroneczki

Zaraz całkiem się pogubię w tym, co już pokazałam, a czego nie. Ale nie mogłam się powstrzymać - na wszystkich niemal blogach królują świąteczne dekoracje i ozdoby,a u mnie nic. Wspólne ubieranie bombki zorganizowane przez Koroneczkę skłoniło mnie jednak do działania. Myślałam, że jednak sobie odpuszczę bo nie dysponowałam żadnym z zalecanych materiałów (bombka, Aida 20...), ale ostatecznie postanowiłam zrobić wszystko trochę po swojemu: gatki zrobiłam z kolorowych, tureckich nici 50 i do gotowych dobrałam pasującą styropianową kulę. Myślałam, że moje nici są cieńsze i że bombka będzie mniejsza, ale nie jest - ma ok 6 cm średnicy. Najwyraźniej nie zaciągam supełków tak mocno jak inni frywolitkujący... W każdym razie miałam jeszcze dwie kule i postanowiłam zrobić komplet :) zajęło to parę dni, ale już mogę pokazać


Na choince nie zawisną, bo pi pierwsze - nie posiadam, po drugie - muszą wisieć z dala od źródła ciepła. Wydaje mi się, że na tym zdjęciu kiepsko widać, jakie są ładne :( muszę jeszcze wymyślić gdzie je powieszę (teraz żałuję, że nie mam karnisza :-( ) no i obmyślić jakieś ładne "zawieszenie", pewnie skończy się na tasiemkach z kokardkami, ale zobaczymy.

Sporo wcześniej zrobiłam też cekinową bombkę podpatrzoną u Codziennej. Mój kulfon i tak się nie umywa :/ ale co tam, pokażę. W tej sztuce musi być jakiś haczyk - ledwo sobie poradziłam z wbijaniem szpilek bo ciągle trafiałam na te wbite wcześniej :/// śmiało mogę nazwać ją bombką zbrojoną ;)


A w ogóle to nie przepadam za świętami, poza tym, że jest trochę wolnego. Za dużo się w tym czasie "musi" - muszę być z rodziną, muszę przygotowywać wciąż te same potrawy, muszę je potem jeść, potem znowu rodzina, znowu jedzenie i tak przez trzy dni, choć po wigilii i tak wszyscy mają dość, a kobiety najchętniej leżałyby z nogami w górze aby w końcu dać wytchnienie żylakom. Niech miłośnicy świąt nie obrażają się, że bezczeszczę ich święty dzień, ale każdy może mieć swoje zdanie. Chyba powinnam w końcu założyć drugiego bloga na swoje dziwne przemyślenia a ten zostawić na robótki :)

Witam nowych obserwatorów i dziękuję za wszystkie komentarze :)

wtorek, 4 września 2012

Coś innego

Żeby Wam się oglądanie frywolitek nie znudziło pokażę coś zupełnie innego. Do niedawna nie wiedziałam o istnieniu urządzenia zwanego wypalarką. Dowiedziałam się jakiś czas temu, kiedy moja bratowa zakupiła sobie takowe. Moja mama też chciała więc kupiłam dla niej taką samą licząc, że i ja będę miała nową "zabawę" :) No to się pobawiłam - trochę na starych deskach a potem na kawałku skórki prezentowanym poniżej:


Opowiem od początku. Zaczęło się od tego, że znalazłam w pudełku po butach ten właśnie kawałek skórki dołączony jako świadectwo, że moje buty również wykonano z tejże skóry (tyle, że niebieskiej). Kawałek, jak widać w dość nietypowym dla takich "skrawków" kształcie, byćmoże ktoś uznał, że kwiatek będzie bardziej pasował do takich młodzieżowych butów. Od razu pomyślałam, że byłby fajnym breloczkiem do zapięcia w brązowej torebce, przy którym kiedyś były rzemienie, ale się zgubiły i teraz źle się otwiera bo nie ma za co złapać. Tyle, że mój kwiatuszek szpeciła nazwa firmy i znaczki obuwnicze :/


Postanowiłam usunąć je (zeskrobać) nożykiem do tapet. Wyszło całkiem zgrabnie, ale pozostał taki "cień", który mnie irytował. I tu zadziałała wypalarka - po zrobieniu wzorków "cień" stał się zupełnie niewidoczny a kwiatek stał się bardziej interesujący :) Niestety, okazało się, że ni w ząb nie pasuje do brązowej torebki :/ Ale to nic, doczepiłam go na jasnym rzemieniu z koralikiem do innej torebki, swoją drogą pierwszej, jaką sama osobiście uszyłam (z kieszeni wyciętych ze starych dżinsów; zamek i pasek zrobiony ze szwów wewnętrznych tych samych spodni :)). Teraz uważam, że torebka ma "to coś" :)


A brązowa? Rozwiązałam tę sprawę inaczej - kupiłam piękne kolorowe (czekoladowy i turkusowy) rzemienie i zawiązałam tak jak kiedyś te stare. Mam nadzieję, że te się nie odwiążą. Jestem zadowolona z efektu - nutka turkusu dodaje torebce "jaja" ;D


Znowu się rozpisałam :D

Witam nowych obserwatorów i dziękuję za wszystkie komentarze :*

środa, 22 sierpnia 2012

Żyję :)

Witajcie po ponad miesięcznej przerwie. Tytuł posta nieco dwuznaczny bo nie tylko nie "umarłam" w życiu blogowym, ale w prywatnym żyję pełnią życia, można powiedzieć :) Jednym słowem wakacje w pełni, chyba najlepsze w moim skromnym życiu. I właśnie dlatego dziś pomęczę Was chwalipięctwem gdzie to ja nie byłam, czego nie robiłam ;D musicie mi wybaczyć, robótki także wkrótce się pojawią.

Zacznę od tego, że pierwszy raz w życiu wyjechałam w tym roku za granicę, co było dla mnie dużym przeżyciem. Spędziłam w pociągach przerażającą ilość godzin, zwiedziłam 4 europejskie stolice i trochę pomniejszych lecz nie mniej interesujących miast i miasteczek. Zrobiłam setki zdjęć z których pokaże kilka moim zdaniem najlepszych, żeby nie zamęczać tych, którzy podejmą się przeczytania tego posta w całości ;p
Oto mój Eurotrip 2012 :)

Praga





Wiedeń



Bratysława



Berlin


A na koniec zachód słońca nad Bałtykiem :)


Trudno wybrać kilka zdjęć spośród tak wielu. Dla mnie każde miejsce i widok były niezapomniane. Na dwóch spośród tych zdjęć nawet jestem ja, we własnej osobie (wiem, że prawie mnie nie widać, ale nie chcę się zanadto pokazywać :)), a ta mała osóbka na moich rękach to córeczka koleżanki.
W ogóle to muszę wyznać, że strasznie długo zabierałam się za napisanie tego posta, może wybieranie zdjęć tak mnie przytłoczyło. Ale chciałam podzielić się z Wami tym wspaniale spędzonym czasem :)

Robótki, których nazbierało się przez ten czas będę systematycznie pokazywać. Początek już niebawem bo bardziej mnie ręce świerzbią, żeby się pochwalić frywolitkami, niż zdjęciami, których większości z Was i tak nie będzie się chciało oglądać :) 3majcie się ciepło!