Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 listopada 2015

I drugi beret / And another beret

Witajcie!
Trochę mnie nie było i pewnie kolejne posty będą się pojawiały nie częściej niż raz w tygodniu. A wszystko przez światło - kiedy wracam z pracy jest już za ciemno żeby dało się zrobić zdjęcia. O namiocie bezcieniowym i lampach mogę sobie pomarzyć, z resztą i tak musiałabym się sporo nagimnastykować żeby nauczyć się ich używać. Innymi słowy muszę dostosować się do warunków pogodowych aż do wiosny.

Tymczasem u mnie następny beret, tym razem z szalikiem. Wzór i opis znalazłam u Iwonki, dokładnie tutaj. Iwonka zrobiła ten beret dość dawno temu a ja zapisałam wzór i dopiero niedawno uwierzyłam, że jestem w stanie zrobić coś na drutach według schematu. Nie ukrywam, że gdyby nie opis daleko bym nie zaszła ;-)
Włóczka to stary moher, który miał być kamizelką, ale oczywiście okazało się, że nie wystarczy a dokupić się nie da bo fabryka nie istnieje od co najmniej 20 lat :P Do beretu dorobiłam jeszcze komin do zawijania dwa razy, łącząc oba końce igłą. 




Mój beret jest jednowarstwowy, przez co jest miękki, plastyczny i "zlewa" się z głowy na kark. Dla mnie to plus, bo w sztywnych beretach wyglądam jakoś dziwnie (o czym wspominałam już ostatnio). 
A teraz odpowiedź na zasadnicze pytanie: po co mi nowy beret skoro dosłownie tydzień wcześniej już sobie zrobiłam ten szaro-czarny? Otóż tamten był "na szybko" gdyż istniała duża szansa, że podołam zadaniu a tego wzoru zdecydowanie się obawiałam. Ten komplet jest też dla mnie lepszy bo oprócz posiadania szalika jest prawie w kolorze moich jesiennych kozaków. Buty są nieco bardziej jaskrawe i może dlatego brakowało mi kolorystycznej przeciwwagi na drugim końcu ciała ;-) Dobrze z resztą, że praca poszła szybko bo podczas dokładniejszych oględzin okazało się, że buty są już nieco sfatygowane i długo się nimi nie nacieszę. 
Nie martwcie się jednak o szary beret - nie zostanie rzucony na pastwę moli - został już przejęty przez moją mamę, która uznała, że jest w sam raz do bordowego płaszcza. Z moją mamą z resztą zwykle jest tak, że jak zrobi sobie coś sama to często jest niezadowolona, za to jak ja coś zrobię to zaraz "też takie chcę". No więc nie dość, że przejęła szary beret, to jeszcze poprosiła o taki ażurowy. Po długim poszukiwaniu odpowiedniego koloru stanęło w końcu na tym, że zrobiłam go z tej samej włóczki co mój (prezentowany powyżej). Żeby jednak nie robić dwa razy dokładnie tego samego wprowadziłam lekką modyfikację tego wzoru - w oryginalnym przepisie jest 11 ażurowych motywów, a beret dla mamy ma ich 10. Różnica jest znikoma, po prostu czapka trochę mniej przypomina meduzę a trochę bardziej pieczarkę :D na razie mama nie dostała szalika bo obawiam się, że nie będzie w stanie nosić szalika z moheru ze względu na tzw. gryzienie (wrażliwi rozumieją).

Na razie koniec z czapkami, trochę się przepraszam z frywolitkami ale na razie bez polotu bo jestem trochę chora i nie mam zupełnie na nic ochoty. Coś tam jednak sobie dłubię, żeby nie gapić się bez sensu na ścianę.

Mam potworne zaległości w odwiedzaniu Waszych blogów ale pomalutku to sobie nadrobię ;-)

Dziękuję Wam, dziewczyny, za wszystkie ciepłe słowa pod poprzednimi postami. Postaram się, żebyście nie musiały tak długo czekać na moje następne prace.

Wyplatanki, dzięki, Zuzia jest tak leniwym kotem, że nadaje się do pozowania. Co do spacerów to mój katus-kitikatus mieszka w bloku i wychodzi tylko na balkon, z resztą z braku kończyny i tak nie nadaje się do wyprowadzania, ale chodzi mi po głowie taka kocia czapeczka ;-)
Klimju, genialna jesteś z tym pająkiem! Gdyby tak zrobić cieńsze paski, dodać kilka poprzecznych linii to jak nic wyszła by pajęczyna :D w wersji dla odważnych można by jeszcze doczepić broszkę w kształcie pająka np. z filcu. To by był szał!

Serdecznie pozdrawiam!


Hello!

Autumn time isn't a good one for taking photos - I can do them only on Saturday and Sunday because after work is't too dark. That's why I waited so long with this post - there was no time to do pictures in right light.

In the meantime I've made another beret with chimney-scarf this time. I followed this pattern, explained by Iwonka. I used mohair worsted - first I had planned make a waistcoat but I had had too little material and I couldn't buy more because it's very old worsted - industry dosn't exist since about 20 years :) 

My beret is floppy and flexible, looks a bit like jellyfish - I like it. Previous beret - the grey one - was took by my mother to wear it with her claret coat. My mom usually likes things I made for myself and this time was the same so I've made very similar berat for her, only a bit smaller (more like mashroom then jellyfish :)).

Thank you for all visits and comments.

See you next post!

środa, 21 października 2015

Szary, tęczowy beret / Grey, rainbow beret

Witam!

Dziękuję Wam za aktywność pod poprzednim postem - zarówno odnośnie kolczyków jak i "złych" słówek. Dzięki Wam zastanowiłam się nad kolejnymi słowami i przypomniałam sobie jeszcze kilka, które gotują krew w moich żyłach ;-)

Ale dziś będzie o czym innym.
Jesień pełną gębą, zima zbliża się wielkimi krokami więc nadszedł czas na cięższą artylerię odzieżową w postaci szalików, czapek, rękawiczek, swetrów, skarpet z froty, majtek z golfem i wszelkich innych ocieplaczy.

Mimo, iż ostatniej zimy prezentowałam dwie nowe czapki to teraz zapragnęłam mieć nową - inną. Tym razem zdecydowałam się na beret - wybór nietypowy gdyż ostatni swój ostatni beret nosiłam mając jakieś 6 lat. Od dłuższego czasu kusił mnie "tęczowy beret" opisany tutaj, przepis wydał mi się o wiele łatwiejszy niż tradycyjne robienie po kole z dołu do góry. Prawe oczka, lewe oczka, proste druty, nic się nie plącze - polecam ten model wszystkim, zwłaszcza tym, którzy, podobnie jak ja, nie mają pojęcia o schematach na druty. Jedyna trudność to rzędy skrócone - ja robiłam je sposobem Intensywnie Kreatywnej wyjaśnionym w tym filmiku.
Mój beret z tęczą nie ma nic wspólnego bo taką miałam włóczkę. Musiałam też dołożyć czarne elementy bo tej szarej nie było wystarczająco dużo (zostało mi dosłownie ze 2 m) ale podobają mi się te paski :)






Berecik jest, jak widać, miękki i luźny, taka "meduza" wisząca nad karkiem. Chyba właśnie to sprawiło, że przyzwoicie w nim wyglądam - te zwykłe filcowe (?) berety [często mylone z moherowymi ;)] zupełnie nie pasują mi do głowy - dziwnie się marszczą, sterczą z tyłu i nie zakrywają uszu (po co nosić czapkę, w której marzną uszy?!). Najwyraźniej nie dojrzałam jeszcze do takiego zwykłego beretu i obym nie dorosła zbyt szybko ;-)
Prezenter udoskonaliłam - teraz składa się z weka, balonika i butelki perfum przywiązanej do niego gumką do włosów dzięki czemu balon nie przewraca się pod ciężarem czapki. Niech żyje prowizorka!


Przy robieniu zdjęć asystowała mi Zuzia, która zrobiła się ostatnio wyjątkowo leniwa - na zmianę śpi, drzemie i się wyleguje. Dobitnie świadczy o tym fakt, że pozwoliła ubrać się w beret ;P Poza tym lubi być zawsze w pobliżu, najchętniej układa się tak, żeby dotykać mnie grzbiecikiem albo łapką ale nie pogardzi też drzemką na kolanach :)

3nereida, proszę bardzo, korzystaj :-) i koniecznie pokaż co Ci wyjdzie!

Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądaczy!


Hello!

Winter is coming ;-) though it's still autumn we're starting to complete hats, scarfs, sweaters, gloves, socks, turtle-neck panties ;) and all warmers. Last winter I had showed two hats but this year I wanted to have a new one. So I've made this soft, loose beret following this course called "Mochi Plus Tam / Beret" [in Polish course "rainbow beret"]. Mine is very far from rainbow, but I think it's nice too. In my opinion it looks like jellyfish :D 
I recommend this beret for all who are scared with typical berets knited circulary - this one is very easy.

My cat, Zuzia, has assiated me with taking pictures. She's very lazy last time - sleeping, taking a nap or laying down. That's why she let me put her beret ;P She prefers to stay near me - loves to lay touching my leg by her back or foot, sleep on my legs.

Greetings for all visitors!

wtorek, 27 stycznia 2015

Jeszcze jedna czapka / One more hat

Witajcie!
Niestety, dziś znowu bohaterką postu będzie czapka :/ miały być frywolitki, żeby nie męczyć Was zanadto moimi drucianymi wypocinami, jednakże aparat od jakiegoś czasu ma swoje plany - ostatnio nie zapisał mi zdjęcia zrobionych niedawno kolczyków i dziś zrobił ten sam numer. No czyż to nie jest jawna złośliwość?!
Dostanie, wariat, świeże bateryjki to się może ogarnie :-)

W takim razie parę słów o czapce - zrobiłam ją rok temu, ale jej skończenie złożyło się w czasie z moją przeprowadzką, ponadto miałam w planie dorobić szalik i rękawiczki. Ostatecznie rękawiczki leżą niedokończone bo kupiłam sobie super fajne w sklepie, a szalika nie zrobię bo włóczka okazała się wybitnie pokiereszowana przez życie i poprzednie wcielenia, których mnogość zdradza ogromna ilość supełków w kłębkach. Z resztą to co zostało porwała moja mama z zamiarem zrobienia sobie beretu (który zrobiła, ale jej się nie podoba ;p). Tak czy siak została mi sama czapka, która okazała się niespodziewanie ciepła jak na tak cienką włóczkę. Zaryzykowałam modny w zeszłym roku fason "a la żul" *.




Zdjęcia świetnie oddają jesienne kolory :-)
*Co do fasonu "żulowego" to proszę się nie obrażać - czapka jest ewidentnie zbyt głęboka, rok temu modni młodzi ludzie (przynajmniej w Dużym Mieście, choć pewnie nie tylko) nosili właśnie takie czapki, tyle, że ze sterczącą górą. Jeszcze do niedawna takie czapki nosili wyłącznie konsumenci tanich alkoholi ;-) Ze względu na to moje skojarzenie oraz fakt, że dodawanie sobie centymetrów nie służy mojej sylwetce, ja swoją czapkę noszę przypłaszczoną do czaszki - w rzeczywistości bardziej, niż na ostatniej fotce.

Jak Wam się podobają zdjęcia na nowym modelu? Całkiem dobrze leżą na nim czapki tylko trudno go dobrze ustawić gdyż jest bardzo niestabilny (ja ułożyłam go na otwartym weku, w którym przechowuję guziki, ale i tak balon trochę się przewracał).
Białe tło zrobiłam z tylnych stron starych kalendarzy ściennych :-)

To tyle na dziś bo robota pali ;-) mam nadzieję, że do następnego posta ogarnę zdjęcie kolczyków.
Pozdrawiam Was serdecznie!


Hello! Unfortunately, another hat today. I wanted to show some tatting but my camera has refused doing photo of my nez earrings. It's very mean!

I made this hat more than year ago but I've been moving to another place, and I wished to do gloves and scaft. Gloves lay unfinished because I've bought one, and I won't do scarf cause worsted has too much knots inside hanks.

How do you like new "model"? It's quite good to presenting hats but it's not easy to place it because it's a bit too light. I put it on jar, in which I keep all my buttons but balloon has fall over all the time. White background is made from backside of old calendars.

See you next time, I hope I'll have photo of earrings until this time!
Greetings!

wtorek, 20 stycznia 2015

Czapka Poppy i upiorna sesja / Poppy hat and horrible photos

Witajcie!
 
Dziękuję Wam za pozytywne opinie nt. zielonego sweterka - na zdjęciach rzeczywiście nie widać mankamentów w proporcjach i kiepskiego warsztatu ;-) ale miło mi, że się podoba.
 
Moja faza na druty trwa nadal więc częstotliwość publikowania postów zapewne się zmniejszy. Obym tylko miała fajne rzeczy do pokazania ;-)
Na szczęście następna w kolejce jest czapka, która powstała dość szybko. Wzór to znana chyba wszystkim drutującym Poppy by Justine Turner (link do oryginału, polska instrukcja). Zrobiłam ją z nowych włóczek (to u mnie rzadkość) znalezionych w zapasach, a dokładniej to resztek motków - czerwonego akrylu i czarnej mieszanki wełna/akryl. Raz musiałam pruć bo obliczenia z tabelki okazały się nie dawać zadowalającego efektu. Lekkie poprawki "na oko" i wszystko jest ok.
Zależało mi na ciepłej czapce więc ściągacz jest podwójny. Kwiatek szydełkowy wg własnego wzoru.




I jeszcze parę zdjęć na modelu - nie przestraszcie się!




I jak Wam się podoba Człowiek-Bez-Twarzy? Z powodu światła musiałam robić zdjęcia "z rąsi" więc nie miałam jak zasłonić twarzy. Może dziwaczę, ale nie chcę, żeby każdy mógł zobaczyć jak wyglądam (nie to, żeby źle ;D); po prostu mam lekkiego świra na punkcie prywatności.
Na tych zdjęciach z profilu wyglądam jak Kulfon :///
 
W każdym razie z czapy jestem zadowolona, już w niej chodziłam i jest bardzo wygodna i zadowalająco ciepła (choć głowa się trochę poci od tej włóczki...). Zapomniałam też wspomnieć, że oryginalny wzór nie jest przystosowany do robienia takich kolorowych pasów jak u mnie - musiałam go trochę zmienić, ale nie było z tym większych problemów :-) Środek kwiatka to guzik na stopce.
Myślę, że czapka/szalik/rękawiczki/torebka w intensywnym kolorze to dobre dodatki do czarnych/szarych/burych-ponurych kurtek i płaszczy. Sama takie noszę i mam nadzieję, że dzięki kolorowym czapkom i szalikom wyłamuję się choć trochę z szaro-czarnej rzeszy ;-)
Lubicie kolorowe dodatki???
 
Mam jeszcze co-nieco w zanadrzu więc następny post pojawi się niedługo ale potem zobaczymy, gdyż znów porwałam się z motyką na słońce ;D

ewa_m - zdjęcia biżuterii robię z góry, trzymając aparat w dłoni. Statywu używam do robienia zdjęć sobie w swetrach, przy pomocy samowyzwalacza :-)
Małgorzata B - skończ swój sweterek żeby się potem nie okazało, że nie pasuje albo już Ci się nie podoba ;-) Ja musiałam kiedyś spruć wszystko do zera bo po kilku latach okazało się, że już nie robię oczek tak luźno jak kiedyś... to był ból ;D
 
Pozdrawiam wszystkich zaglądających i komentujących!

PS. spryciara ze mnie, nie ma co - przecież mogłam kupić zwykły balon i zrobić z niego sztuczną głowę!!! najlepsze pomysły po fakcie, ale przy następnej czapce tak właśnie zrobię, zobaczymy co wyjdzie :D

 
Hello!
Thank oyu for all comments - they've made my day!
 
My knitting phase still goes on so I've made new winter hat. Probably all knitters know Poppy hat by Justine Turner (link). I've made it using leftovers of new worsteds - red acrylic and black wool/acrylic mix. I had to destroy first version but second one suits perfectly. I needed warm hat so I've made double welt.
Crochet flower is my own composition.
 
How do you like a Faceless Man? Because of bad light I had to do photos keeping camera in my hand so I couldn't cover my face by hands. Maybe I'm strange but I don't want all Internet to see my face ;-) though I look horribly on those photos...
 
I'm satisfied with my hat - it's very comfortable and warm. I forgot to say that I had to modify original pattern to look good with second colour strips, but it was easy.
 
I think light-colour hat/scarf/gloves/bag are very proper to black/grey/sad jackets and coats. I wear such coats and I hope that my colour hats breake a bit this gray and sad winter look.
Do you like colorfull accessories???
 
Greetings!

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Sweterek z mchu / Moss sweater

Witajcie po długiej przerwie!
Dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne i noworoczne oraz za ciepłe słowa na temat mojej choinki. Prawdopodobnie zostawię ją gdzieś w szafie do następnych świąt. Może za rok odważę się dodać prawdziwe światełka... :D

Powód tak długiego milczenia z mojej strony jest banalny - skończyłam jeden sweter i zabrałam się za następny. Ot, faza na druty mi się włączyła ;-) a jak wiadomo swetry powstają dłużej niż kolczyki (a u mnie to w ogóle jeden sweter potrafi "robić się" latami...), tym razem było jednak inaczej niż zwykle - zamarzył mi się sweter z raglanowymi rękawami robiony metodą bezszwową. Skorzystałam z bezcennych wskazówek Ani - Intensywnie Kreatywnej (link do cz. 4, na początku są odsyłacze do wcześniejszych lekcji). Obejrzałam wszystkie filmiki, postępowałam zgodnie ze wskazówkami i ku mojemu zaskoczeniu sweterek wyszedł już za pierwszym podejściem! Zobaczcie:




Wyszedł mi trochę za szeroki pod pachami, ale to nie przeszkadza. I trochę za długi, zanadto się rozpędziłam bo przy tradycyjnych, zszywanych swetrach zawsze wychodzą mi krótsze niż zaplanowałam, dlatego robię z zapasem. Nie chciało mi się pruć bo zrobiłam jedno odstępstwo od wskazówek Ani i ściągacze dorobiłam oddzielnie i połączyłam z rękawami za pomocą igły - to dość czasochłonne i wymaga skupienia ale łączenie jest całkowicie niewidoczne. Rękaw jak widać za łokieć - nigdy nie miałam takiego swetra, ciekawe jak mi się sprawdzi bo ja zawsze podciągam rękawy do góry... :-) wy też?

Włóczka ze sprutego sweterka po babci E., jest bardzo ciekawa: to połączenie białej, gładkiej nici (anilany jak sądzę) z cieniowaną nicią typu boucle, z takimi nieregularnymi zgrubieniami. Wygląda jakby była omszała :-) Nie widać na tym żadnego wzoru dlatego idealnie nadaje się na prosty, dżersejowy sweter; i wiele wybacza, np. to, że oczka nie są zbyt równe. Pierwszy raz robiłam na drutach z żyłką "na okrągło", do tego jeszcze techniką "magic loop" więc miałam tyle atrakcji, że trudno mi było dziergać równo. Poniżej dołączam zbliżenie na włóczkę.
Ostatecznie jestem bardzo zadowolona. Jeśli okaże się, że sweter się nie sprawdził to podpruję dół i dorobię długie rękawy :D no, czyż to nie jest genialny sposób na dzierganie ? :-)



Przy okazji pochwalę się prezentem Mikołajkowym czyli moim nowym pomocnikiem - przed Państwem statyw do aparatu w wersji mini :D Na drugim zdjęciu pozuje ze znanym i lubianym kremem gdańskiej firmy (pojemność 50 ml), żeby nie było wątpliwości, że to naprawdę miniaturka.



Przyznaję, że jak na razie to wszystko co mogę pokazać. Nie zrobiłam ostatnio żadnej biżuterii, co jest bardzo dziwne, chyba muszę od niej odpocząć ale działam twórczo cały czas.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że do mnie zaglądacie, także wtedy kiedy nie piszę systematycznie :*:*:*:*:*

Hello! I'm sorry for such a long break in writing but after finishing my warm, white sweater I've started another one at once. I wanted to have sweater with raglan sleeves so I've studied Ania's course (click for part 4, earlier parts are linked at the beginning) very carefully and started to knit. I was surprised when I discovered that my sweater suits me without any remaking. I've only changed way of ending - I've made welts separatly and join them with sweater by a needle. It's quite long way and needs lost of attention but connection is invisible.

I used worsted from my grandmother's old sweater. It looks like a moss :-)
I'm satisfied with this work, though it's a bit to loose in chest and too long. But if I won't be satisfied I'll unstich the bottom part, make it shorted and knit long sleeves :D

Greetings!

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Sweter skończony / Sweater is finished

Witajcie! Z bólem i zgrzytaniem zębów ;D skończyłam sweter na wielkie mrozy. Zaczęłam go zeszłej jesieni (albo jeszcze wcześniej...), w międzyczasie zmieniłam koncepcję, sprułam i zrobiłam raz jeszcze. Jednak proste rozwiązania są najlepsze.
Sweter w całości zrobiony ściągaczem 2x2 z grubej włóczki (prawdopodobnie anilana) w kolorze naturalnej wełny. Zapinany z przodu na zamek dopasowany kolorystycznie. Jedyną ozdobą tego swetra jest taliowanie z przodu i z tyłu tułowia poprzez zbieranie a potem dodawanie pasów wzoru, oraz takie samo ujęcie pach i główek rękawów. Nie jestem pewna czy dobrze to opisałam, widać wszystko na zbliżeniach :-)

przód

tył

łączenie główki rękawa z pachą

prawy przód tułowia

od biodra do pasa

od pasa do pachy

Wystarczyło mi włóczki na idealną długość na zimę czyli "za dupkę". Do tego pojedynczy, doszywany golf bo nie lubię tych składanych, podwójnych. Wszystkie zdjęcia zrobiłam na sobie (samowyzwalaczem) bo rozłożony na płasko sweter wygląda jak wąskie, długie, bezkształtne "coś", bardziej podobne do krótkiego szalika niż do swetra :D Drutujące osoby wiedzą o czym mówię. 
Co prawda swetry robione ściągaczem (i innymi tego typu pionowymi wzorkami) są elastyczne i same dopasowują się do figury, ale sweter wymodelowany w taki sposób dodatkowo podkreśla figurę i, moim zdaniem, jakby wyszczupla talię :D nie, żebym się chciała specjalnie wyszczuplać, co to to nie!

Zdjęcia były robione przy sztucznym świetle gdyż weekend był pochmurny, nawet rano nie było dość światła :-(

Serdecznie witam nową obserwatorkę - rozgość się ;-) a wszystkich "starych" obserwatorów i innych zaglądaczy serdecznie pozdrawiam! :*

Hello! I finally finished my warm, winter sweater. I had started it last autumn (or even earlier...) but I had changed my idea, unstiched it and did one more time. Simply ideas are the best! 
It's all made with eas,y two right, two left stich pattern. I used large worsted in natural-wool colour and matching zipper. 

Photos aren't good because I did it in unnatural light - this weekend was very cloudy and dark :-(

Welcome to new observer and greetings to all visitors! :*

czwartek, 4 lipca 2013

Bo nie mam co pokazać

Nie stworzyłam nic nowego więc pokazuję mój śmieszny sweter w trakcie pracy. Kolory troszkę przekłamane, ale nie najgorsze :)

Zbliżenie na przyczynę całego zamieszania czyli ściągacz bo od niego wszystko się zaczęło - cała koncepcja swetra została zbudowana właśnie od dolnego ściągacza :)

I nieszczęsna reszta, wymagająca więcej pracy i uwagi, zwłaszcza, że pierwszy raz robię taki fason, oczywiście metodą prób i błędów. Jest to tym bardziej uciążliwe, że to co powstało widać dopiero po dojściu do dekoltu. Mimo to jestem dobrej myśli, choć trochę się martwię, czy nie za grubą włóczkę wybrałam, ale już kupiłam więc nie ma odwrotu ;)

Wiem, że na razie wygląda to jak bezkształtny kulfon, ale jak skończę to będzie wyglądało jak sweter :D Kolejne utrudnienie polega na tym, że kupiłam 2 motki włóczki bo nie lubię jak mi zostaje (i tak mam dużo włóczek w domu) no i muszę tak manipulować szerokością tułowia i długością rękawów, żeby wystarczyło :)

Przy okazji zabierania się za ten swetr miałam refleksję na temat składu włóczek. Poczytałam co nieco i dowiedziałam się, że włóczką na lato jest bawełna, wiskoza, bambus. Natomiast akryl, według autorki pewnego pouczającego tekstu, nadaje się co najwyżej na zabawki dla dzieci :/ nie jestem tym zachwycona bo mój powstaje właśnie z akrylu, ale z drugiej strony szlachetniejsze włóczki kosztują majątek (w mojej opinii) no i szkoda lepszej włóczki, skoro ściągacz powstał z resztek starej anilany.

Dość na dziś, wracam do dziergania :)

Margherito - myślę, że warto zapisać się do Srebrnej Agrafki bo nie kosztuje to wiele zachodu (zdaje się, że nie ma ostrej selekcji), osobiście nic tam nie sprzedałam, ale też nie wystawiłam wielu prac.

czwartek, 18 kwietnia 2013

I jeszcze jeden...

Swejter! To na razie ostatni, nie mam więcej zdjęć. Ale mam więcej swetrów, także cierpliwości ;D
Ten oto powstawał bardzo, bardzo długo. Był już niemal gotów, ale straciłam cierpliwość i wtrąciłam go na roczną odsiadkę do tapczana. Kiedy go wyjęłam celem dokończenia, okazało się, że nie potrafię już tak luźno dziergać. Musiałam spruć i robić od nowa, tyle, że przynajmniej miałam wzór.
Sweter jest zrobiony ze starego, ohydnego swetra, który kupiłam kiedyś właśnie dla pięknej włóczki (4,5zł). Było to jeszcze zanim kolor miętowy stał się absurdalnie modny. Teraz mam więc prawie-modny sweterek ;p Robiłam wzorem kosteczek, bardzo wdzięcznie się robi, choć chyba wolę warkocze.



 Generalnie to jestem zadowolona z moich swetrów, choć stale wychodzą krótsze niż zaplanowałam. niby jak mierzę i liczę to jest ok, a po zszyciu zawsze krótsze! Ten swejter miał być dłuższy i dekolt też dłuższy, a wyszło zupełnie przeciętnie. Cóż, najważniejsze, że pasuje :)

Chwilowo skończyły mi się zdjęcia, mam nadzieję, że uda mi się zrobić jakąś "sesję" w najbliższym czasie, zwłaszcza, że uskuteczniłam pewien z dawna planowany obiekt ;) coś czego tu jeszcze nie było. Nic więcej nie powiem!
Wena nadal leniwa...

Skleroza nie boli - 500 komentarz napisała KasiaN. Gratuluję!
Czekam na adres i sugestie co do "niespodzianki" ;)

ach, zapomniałabym! Gdyby którąś z Was interesowały wzory na serwetki robione na drutach, to mogę udostępnić materiały na życzenie. Jakby coś piszcie na maila!
Pozdrawiam!

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Pulower

I znowu sweter :) Narobiłam zdjęć i teraz będą same swetry ;P Żartuję, aż tyle tego nie ma ale co mam to zamierzam w końcu pokazać. Dziś będzie mój ukochany pulower przerobiony ze starego swetra, zrobionego przez babcię F. - aż żal było go pruć, zrobiony jak na maszynie. W każdym razie sweter był mały, a ja jestem duża ;) więc wystarczyło tylko na pulower z głupim rękawkiem. Jest wyjątkowy gdyż zwykle najbardziej lubię swetry, nad którymi najwięcej się naklęłam. Ten o dziwo poszedł gładko. Miałam kłopot tylko z kołnierzem szalowym bo nie robiłam go nigdy i nie miałam żadnego przepisu, mama nie umie bo nie lubi a babcie już mi nie pomogą, ale w końcu się udało.




 Strasznie lubię takie swetry z krótkim rękawem. Wcześniej nazwałam go "głupim" i to całkiem umyślnie - jakoś tak się przyjęło, że tak z mamą nazywamy takie małe rękawki :) Wzór opracowałam sama i jestem z niego bardzo dumna. Dałam się też namówić mamie na zrobienie go "na prosto" czyli bez wcięcia w talii. Praktycznie zawsze robię wcięcie, bo jedną z nielicznych zalet mojej pokracznej figury jest szczupła talia i dlatego nie chowam jej w luźnych ciuchach (tak, obnoszę się z tym atutem z całą bezczelnością ;)). W każdym razie dzięki licznym warkoczom sweter sam się układa jak należy - łatwa robota i dobry efekt, to lubię :)

A teraz z innej beczki. Dawno, dawno temu postanowiłam, że osoba, która umieści 500 komentarz na moim blogu nie zostanie bez nagrody :) I oto nadszedł czas - lada chwila padnie pińcetny komentarz. Ogłaszam więc wszem i wobec, że wynagrodzę go małym upominkiem, także zachęcam do komentowania :)

Jutro mam w końcu wolne, więc uczciłam ten wieczór piwerkiem i czipsami :) no i mam dobry humor ;) Ostatnio przeczytałam w pewnej gazecie (zanim przerobiłam ją na koszyczek ;)), że oszczędne użytkowanie odzieży to najprostszy sposób na ekologię. Otóż chodzi o to, żeby po pierwsze, nie kupować rzeczy niepotrzebnych, nie ulegać kaprysom i krótkim modom. Po drugie szanować te rzeczy, które się ma. Podoba mi się ta postawa - drażnią mnie ubrania, które mam ale nie lubię a wyrzucić żal bo niezniszczone. Zdecydowanie wolę mieć ciuchy, które lubię i noszę, aż kompletnie się zeszmacą. Moja siostra ma genialną politykę odzieżową  - "jeśli od roku czegoś nie nosiłaś to pozbądź się tego!". Trochę radykalne, ale w sumie słuszne. Jeśli wiem, że nie będę czegoś więcej nosić staram się znaleźć kogoś, komu może się to spodobać. Sama też mam wiele "zdobycznych" ciuchów, które przestały się podobać, znudziły lub zrobiły na kogoś za małe. Mam też kilka takich, które czekają, aż nauczę się szyć :) Szmateksy (zwane też lumpeksami lub ciucholandami, w zależności od regionu Polski; niektórzy wolą "second hand" może lepiej brzmi, może lepiej się kojarzy) też są eko - w końcu wydłuża się droga przedmiotu X na wysypisko śmieci i jego długotrwały rozkład. Ja się nie wstydzę - ubieram się na szmateksach - w końcu nie szata zdobi człowieka.

Żeby nie było niejasności wyjaśniam, że ekologiem nie jestem. Nigdy nie przywiązałabym się do drzewa w Dolinie Rozpudy ani nie nazwała mordercą człowieka w futrzanej czapce. Myślę, że najwięcej możemy zrobić sami ze sobą, jeśli tylko zatrzymamy się na chwilę w tym konsumpcyjnym biegu.
Ależ sobie dziś pofilozofowałam :)
Pozdrawiam i przypominam o 500!

piątek, 12 kwietnia 2013

Oto jest dzień...

... w którym absolutnie nic mi się nie chce! Aby mieć poczucie, że coś tam jednak zrobiłam napiszę posta ;) otóż od dawien dawna odgrażam się, że w końcu sfotografuję swoje odzieżowe wyczyny. Nadszedł czas na konkrety. Zaczynając od końca - oto jest mój musztardowy sweterek. Wielokrotnie dziergany i pruty bo nie spełniał wymagań. Jestem w miarę zadowolona, choć nie wszystko wyszło jak chciałam a z pierwotną koncepcją ma niewiele wspólnego. Tak czy inaczej spełnia swoją rolę - grzeje (idealny do pracy choć teraz już nawet za ciepły)


Teraz mam drutów serdecznie dość! Nieprędko zacznę nową robótkę, choć pewne plany już mam, na szczęście dopiero na przyszłą zimę :)

Poza tym muszę się pochwalić przepięknym prezentem, który wygrałam w ramach "nagrody pocieszenia" w Candy w Skątowni. Po prostu dech mi zaparło w chwili kiedy zajrzałam do koperty - piękny breloczek ze skóry z nazwą mojego bloga i kwiatkiem, który jakoś tak "góralsko" mi się skojarzył :) Coś pięknego, same zobaczcie:



Niby druga nagroda, ale ja się czuję jakbym wygrała pierwszą i najlepszą - lepszej niespodzianki nie mogłam sobie wymarzyć, dziękuję Kochana!

Dziś żadnych refleksji, bo nie mam nastroju i skończyłoby się na narzekaniu. Pa!

środa, 2 stycznia 2013

Na ten nowy rok

Sylwester zaliczony, można wracać do normalnego życia :) w końcu mogę pokazać dawno, dawno zrobioną broszkę z filcowych kwiatków, które widuję u innych i sama też zapragnęłam je mieć. Nie wiem, jak inni je robią, ja wycięłam kwadraty, poskładałam, pozszywałam "żeby było", dodałam koralik, żeby zamaskować brzydkie zszycie i tak jakoś wyszły. Nie wciągnęłam się, ale pochwalić się należy :) broszka jest mała.


Zaczęłam też nowy sweter na drutach. Odkopałam tę starą włóczkę w kolorze zgaszonego korala i uznałam, że to "mój kolor" i muszę mieć z tego sweter z warkoczami. Niestety, włóczki jest za mało na normalny sweter co oznacza, że będę miała kolejny pulower, ale przynajmniej będzie w "tym" kolorze :) Pochwalę się początkami, które nie zasługują na osobny post. Tak wyglądają plecy (o ile nie zarządzę prucia i poprawiania). Kolor odrobinę intensywniejszy niż na tym zdjęciu.


W nowy rok wszyscy robią jakieś podsumowania albo postanowienia. Ja podsumuję: to był dobry rok. Zrealizowałam zeszłoroczne postanowienie (nauczyłam się tańczyć), założyłam tego bloga (choć porzucenie poprzedniego, który prowadziłam prawie rok było smutne), skończyłam studia, zaczęłam pracę (co prawda nie taką, jakiej bym sobie życzyła, ale od czegoś trzeba zacząć), spędziłam dobry czas w towarzystwie wspaniałych ludzi i umocniłam się wewnętrznie.
W nowy rok wchodzę bez postanowień, za to z wieloma planami i nadzieją na przyszłość, a przede wszystkim z uśmiechem i pogodą ducha, której życzę sobie i Wam przez cały ten rok i następne również :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Zimowy komplecik

Nie zabrałam od rodziców zimowej czapki, toteż postanowiłam sobie zrobić. I tak miałam chrapkę na śliczną, szafirową włóczkę (mój najlepszy kolor!), której było dość mało i mama twierdziła, że nic już z niej nie będzie i najlepiej wyrzucić. Ja uparłam się, żeby została i dzięki temu mam ciepłą czapkę, rękawiczki z dwoma palcami i szyjogrzej.


Czapka klasyczna, jestem przeszczęśliwa, że udało mi się z obliczeniami i od razu wyszedł dobry obwód. Potem miałam troszkę prucia bo najpierw zrobiłam troszkę zbyt płytką, ale szybko to poprawiłam, i teraz jest w sam raz :)


Pierwszy raz robiłam rękawiczki z dwoma palcami, do tej pory robiłam takie wypasione, z pięcioma, ale ta włóczka była trochę grubsza i zmusiła mnie do zmiany liczby oczek w moim sprawdzonym schemacie. Z resztą wyszło mi to na dobre z trzech powodów: łatwiej i szybciej się robiło, zawsze to coś nowego i ciekawego, zużyłam mniej włóczki, dzięki czemu wystarczyło na szyjogrzej :)


Szyjogrzej to mój debiut - nigdy wcześniej nie robiłam czegoś takiego i obeszło się bez prucia :) na początku trochę nie wiedziałam co dalej po zrobieniu golfa, ale znalazłam ten opis, dzięki któremu można powiedzieć, że w miarę się udało. Ja robiłam trochę po swojemu, przede wszystkim nie wzorem francuskim, tylko dżersejem, żeby pasowało do reszty. Z tego powodu szyjogrzej nie jest doskonały, trochę się zwijają brzegi, no, ale zamierzam nosić go tylko pod kurtką, więc nie będzie się to rzucać w oczy.


A na koniec zdjęcie na żywym modelu (w tym wypadku na mnie)



Zdjęcia wyszły trochę dziwnie, aparat  zmienił kolor , musicie mi wierzyć, że w realu jest to ładniejszy, bardziej głęboki odcień. Wszystko dlatego, że przegapiłam dobre światło i musiałam zrobić zdjęcia przy takim sobie bo inaczej nie wiem, kiedy bym to zrobiła.
Nie napiszę dziś ani słowa więcej bo mam takie zmęczone oczy, ciągle widzę mroczki :/// położę się na chwilę, zamknę oczy to może przejdzie i będę mogła poodwiedzać Wasze blogi. Pa!