Przerwa od sutaszu była chyba wystarczająca, czas pokazać ostatnią parę kolczyków, zanim zapomnę o nich na śmierć.
Koraliki "centralne" długo dojrzewały do jakiegoś pomysłu i w końcu się doczekały. Podobają mi się prace sutaszowe, które łączą w sobie różne "dziwne" kolory, tzn. takie, które byćmoże nie do końca do siebie pasują. Te kolczyki są właśnie takie. Przypominają mi trochę jakieś takie ozdobne hmm... kaganki (tak się chyba nazywają takie wiszące naczynia w świątyniach, a może jakoś inaczej ;)). Wykończenie w kolorze złotym, którego osobiście nie lubię, ale tym razem nie mogło być inaczej. Kolczyki są dość długie i mocno "merdające" ale uszu nie urywają. Może niekoniecznie do noszenia od rana do nocy, ale pół dnia spokojnie można nosić. Z resztą zależy od indywidualnej wrażliwości, ja na przykład jestem mało odporna na duże lub ciężkie ozdoby.
O kolczykach Meksykańskich (3 posty temu) mój znajomy wypowiedział się, że to największe kolczyki jakie w życiu widział, hihi!, faceci...
Poza tym sfinalizowałam wymiankę z Justyną i jestem bardzo zadowolona :) niestety zdjęć już dziś nie chciało mi się robić (leń!) ale na pewno się pochwalę :) Jako, że mieszkamy w jednym mieście (już niedługo) to spotkałyśmy się osobiście i pogadałyśmy. To pierwsza osoba z blogowego świata jaką spotkałam na żywo :D
A poza tym to nie wiem, kiedy będzie następny post bo na dniach będę się wyprowadzać a na nowym nie mam na razie internetu (jak ja to przeżyję?!) a kompa i tak planuję zanieść do "serwisu" czytaj: do znajomych informatyków bo odkąd go mam ani razu nie robiłam formata, bo nie umiem, i komp potwornie zamula. Mam nadzieję, że chłopaki go odmłodzą i będzie hulał jak należy :D
3majcie się ciepło i do następnego posta!
(strach pomyśleć, jakie będę miała zaległości w czytaniu i komentowaniu Waszych blogów...)
środa, 26 września 2012
wtorek, 25 września 2012
Znowu rzemyki
Tak to ze mną bywa, że jak coś robię, to falami :) dlatego niedługo po poprzednio pokazywanej bransoletce powstała kolejna. Miała być całkiem inna, ale trochę się przeliczyłam jeśli chodzi o grubość rzemienia. Jeszcze kiedyś wrócę do tej wizji, jak znajdę lepszy materiał. Tymczasem zaimprowizowałam takie oto coś, a że złapałam natchnienie to dorobiłam jeszcze kolczyki. Ten komplecik też jest na mój prywatny użytek - będzie pasował do szarego sweterka :) bardzo spodobało mi się połączenie miedzi z szarością - w końcu kto powiedział, że nie pasuje..? :)
A poza tym u mnie dziś dzień chwały i tryumfu - w końcu otrzymałam upragniony tytuł magistra inżyniera :D cieszę się ogromnie, bo pracy i nerwów kosztowało mnie to o wiele więcej niż było warto. W związku z tym dzisiejszy dzień zamierzam poświęcić na same przyjemne rzeczy, a co!
M.Argherito, różyczki kupiłam gotowe w pasmanterii, trudno nazwać je koralikami bo nie mają dziurek. Cała moja praca polegała na przyklejeniu ich do bigli :)
A poza tym u mnie dziś dzień chwały i tryumfu - w końcu otrzymałam upragniony tytuł magistra inżyniera :D cieszę się ogromnie, bo pracy i nerwów kosztowało mnie to o wiele więcej niż było warto. W związku z tym dzisiejszy dzień zamierzam poświęcić na same przyjemne rzeczy, a co!
M.Argherito, różyczki kupiłam gotowe w pasmanterii, trudno nazwać je koralikami bo nie mają dziurek. Cała moja praca polegała na przyklejeniu ich do bigli :)
niedziela, 23 września 2012
Dla odmiany
Mam w zapasie jeszcze jedne sutaszowe kolczyki, ale zostawię je na potem, żeby Wam się nie przejadły ;) Tymczasem pokażę bransoletkę splecioną z barwionych rzemieni i łańcuszka. Bardzo prosta i szybka robota, a efekt nie najgorszy - w sam raz jako dyskretna ozdoba na co dzień. Zrobiłam ją z resztek rzemieni, które doczepiałam do torebki (pisałam o tym jakiś czas temu). Miała być trochę inna, ale jakoś nie byłam zadowolona i na szybkości wymyśliłam takie proste rozwiązanie :)
Oczywiście jako "komplet" do torebki, bransoletka jest przeznaczona dla mnie. Tyle robię tych biżutków, a sama prawie nie noszę, albo tylko kilka ulubionych na zmianę. W końcu szewc w dziurawych butach chodzi...
I jeszcze mały drobiazg, na który szkoda mi osobnego posta. Kolczyki-sztyfty z żywicznych różyczek, też banalne - skleić i gotowe :)
To tyle na dziś, reszta wkrótce. Dziękuję za Wasze komentarze, dzięki nim chce mi się pisać kolejne posty ;)
Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli!
Oczywiście jako "komplet" do torebki, bransoletka jest przeznaczona dla mnie. Tyle robię tych biżutków, a sama prawie nie noszę, albo tylko kilka ulubionych na zmianę. W końcu szewc w dziurawych butach chodzi...
I jeszcze mały drobiazg, na który szkoda mi osobnego posta. Kolczyki-sztyfty z żywicznych różyczek, też banalne - skleić i gotowe :)
To tyle na dziś, reszta wkrótce. Dziękuję za Wasze komentarze, dzięki nim chce mi się pisać kolejne posty ;)
Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli!
piątek, 21 września 2012
Meksykańskie kolczyki i tort
Trochę mnie tu nie było i takie nieobecności będą się teraz, niestety, częściej zdarzać :/ Staram się być na bieżąco z czytaniem Waszych blogów ale przez kilka dni naprawdę spore narobiłąm sobie zaległości...
Tymczasem pokażę w końcu to, co czekało i czekało - kolczyki, znów sutaszowe, mojego projektu i wykonania. Jestem z nich bardzo dumna. Kompozycja kolorystyczna przywodzi mi na myśl meksykańskie klimaty, choć w Meksyku nigdy nie byłam :) ceglasty, turkusowy, słoneczny żółty, czerwony... odrobina miedzi... Kolczyki są duże, ale nie są tak ciężkie na jakie wyglądają bo największy koralik (ten niebieski okrąg) jest z plastiku. Pozostałe koraliki są szklane a tył jest podklejony minimalną ilością czerwonego filcu, żeby nie dokładać kolejnych miligramów ;)
Poza tym opowiem Wam jeszcze historię pewnego torta :) Do opowiedzenia jego historii natchnęła mnie Ania, podając przepis na pomysłowy, łatwy i szybki torcik budyniowy bez pieczenia. Mój tort, także bez pieczenia, ba, nawet bez tortownicy i miksera! powstał w czerwcu z okazji urodzin wompierza. Jak widzicie za nic nie miałam warunków żeby zrobić jakiekolwiek ciasto, ale to były urodziny i strasznie chciałam żeby był tort ("wszyscy lubią tort!" - powiedział Osioł ;)). Po wielu konsultacjach z mamą na temat jak zrobić tort bez tych wszystkich potrzebnych akcesoriów, złapałam wizję, zakupiłam skłądniki i przystąpiłam do dzieła. Oto i ono:
Po kolei: sklepowy spód tortowy (przecięty na 2 warstwy ("tort ma warstwy" - Osioł :)), pomiędzy nimi krem - budyń zrobiony według przepisu + na koniec wrzucone pół kostki masła i oczywiście wymieszane, żeby stworzyło jednolitą masę. Wada jest taka, że nienajlepiej się smaruje bo szybko "tężeje", za to klei elegancko. Na górze też odrobina kremu i, jak widać, truskawki zalane tężejącą już galaretką cytrynową. Niby nic, ale był bardzo pyszny (rano pozostał tylko brudny talerz...) i łatwy. Może komuś przyda się ten pomysł, jak będzie w kryzysowej sytuacji :). Na zdjęciu widać, że jest owinięty folią spożywczą, ale to nie dlatego, że bez niej się rozpada, tylko tak awaryjnie, na czas transportu przez całe miasto nieocenionym MPK ;)) Świeczek nie było - w pewnym wieku ich widok nie budzi radości ;D
Pozdrawiam serdecznie!
Tymczasem pokażę w końcu to, co czekało i czekało - kolczyki, znów sutaszowe, mojego projektu i wykonania. Jestem z nich bardzo dumna. Kompozycja kolorystyczna przywodzi mi na myśl meksykańskie klimaty, choć w Meksyku nigdy nie byłam :) ceglasty, turkusowy, słoneczny żółty, czerwony... odrobina miedzi... Kolczyki są duże, ale nie są tak ciężkie na jakie wyglądają bo największy koralik (ten niebieski okrąg) jest z plastiku. Pozostałe koraliki są szklane a tył jest podklejony minimalną ilością czerwonego filcu, żeby nie dokładać kolejnych miligramów ;)
Poza tym opowiem Wam jeszcze historię pewnego torta :) Do opowiedzenia jego historii natchnęła mnie Ania, podając przepis na pomysłowy, łatwy i szybki torcik budyniowy bez pieczenia. Mój tort, także bez pieczenia, ba, nawet bez tortownicy i miksera! powstał w czerwcu z okazji urodzin wompierza. Jak widzicie za nic nie miałam warunków żeby zrobić jakiekolwiek ciasto, ale to były urodziny i strasznie chciałam żeby był tort ("wszyscy lubią tort!" - powiedział Osioł ;)). Po wielu konsultacjach z mamą na temat jak zrobić tort bez tych wszystkich potrzebnych akcesoriów, złapałam wizję, zakupiłam skłądniki i przystąpiłam do dzieła. Oto i ono:
Po kolei: sklepowy spód tortowy (przecięty na 2 warstwy ("tort ma warstwy" - Osioł :)), pomiędzy nimi krem - budyń zrobiony według przepisu + na koniec wrzucone pół kostki masła i oczywiście wymieszane, żeby stworzyło jednolitą masę. Wada jest taka, że nienajlepiej się smaruje bo szybko "tężeje", za to klei elegancko. Na górze też odrobina kremu i, jak widać, truskawki zalane tężejącą już galaretką cytrynową. Niby nic, ale był bardzo pyszny (rano pozostał tylko brudny talerz...) i łatwy. Może komuś przyda się ten pomysł, jak będzie w kryzysowej sytuacji :). Na zdjęciu widać, że jest owinięty folią spożywczą, ale to nie dlatego, że bez niej się rozpada, tylko tak awaryjnie, na czas transportu przez całe miasto nieocenionym MPK ;)) Świeczek nie było - w pewnym wieku ich widok nie budzi radości ;D
Pozdrawiam serdecznie!
czwartek, 13 września 2012
Błękit na wyzwanie
Co prawda nie posunęłam się nic a nic do przodu z robotą, ale i tak pokażę co mam :)
Kolczyki na razie bez nazwy - główne skrzypce grają tu płaskie krople z masy perłowej (oj, długo czekały aż się nimi zajmę, ale się doczekały :)) w towarzystwie sztucznych perełek i kryształków Sv-ski ;) Tak mnie wzięło pewnego wieczoru - złapałam zeszyt, zaczęłam rysować i tak powstał projekt, który i tak zmodyfikowałam podczas szycia. Ach, jaka byłam dumna! Taki duży projekt i jeszcze udało mi się ładnie go uszyć - bez pozaciąganych nitek, prucia i takich tam.
Kolczyki czekają już tylko na bigle srebrne, które już nawet kupiłam, ale miły Pan Ze Sklepu ostrzegł mnie, żebym nie przyklejała ich Kropelką bo wchodzi w reakcję ze srebrem i powstaje biały nalot - wiedziałyście? Już mnie korci, żeby się dowiedzieć co to za reakcja tam zachodzi ;) W każdym razie dobrze, że mnie ostrzegł bo miałam zamiar użyć podobnego kleju. Pan poradził mi inny klej - dwuskładnikowy na bazie żywicy - który nie wchodzi w żadne reakcje, ale na razie wstrzymałam się z kupnem, bo klej jest dość drogi a ja mam w tym miesiącu sporo wydatków. Ech, muszę dopisać go do długiej listy rzeczy, które chciałabym mieć...
Kolczyki zgłaszam na Sutaszowe Wyzwanie Małopolanek
W Wyzwaniu można zgłosić aż 5 prac. Ja planuję zgłosić jeszcze przynajmniej dwie, tylko muszę je dokończyć :)
A Wy? Przyłączycie się do zabawy? :D
Poza tym muszę się pochwalić - udało mi się dziś załatwić właściwie wszystkie sprawy, które zaplanowałam! Niby nic, ale zdarza mi się to tak rzadko, że musiałam powiedzieć to głośno! Teraz już tylko praca w domu - poprawki, korekta, streszczenie + tłumaczenie i naprawdę nie będę miała co ze sobą zrobić ;) a w kalendarzu, w którym zapisuję zadania na każdy dzień nie będzie ani jednej niewykreślonej pozycji!
Za to od wczorajszego całodniowego stukania w klawiaturę otarłam sobie nadgarstek :(
Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa!
Kolczyki na razie bez nazwy - główne skrzypce grają tu płaskie krople z masy perłowej (oj, długo czekały aż się nimi zajmę, ale się doczekały :)) w towarzystwie sztucznych perełek i kryształków Sv-ski ;) Tak mnie wzięło pewnego wieczoru - złapałam zeszyt, zaczęłam rysować i tak powstał projekt, który i tak zmodyfikowałam podczas szycia. Ach, jaka byłam dumna! Taki duży projekt i jeszcze udało mi się ładnie go uszyć - bez pozaciąganych nitek, prucia i takich tam.
Kolczyki czekają już tylko na bigle srebrne, które już nawet kupiłam, ale miły Pan Ze Sklepu ostrzegł mnie, żebym nie przyklejała ich Kropelką bo wchodzi w reakcję ze srebrem i powstaje biały nalot - wiedziałyście? Już mnie korci, żeby się dowiedzieć co to za reakcja tam zachodzi ;) W każdym razie dobrze, że mnie ostrzegł bo miałam zamiar użyć podobnego kleju. Pan poradził mi inny klej - dwuskładnikowy na bazie żywicy - który nie wchodzi w żadne reakcje, ale na razie wstrzymałam się z kupnem, bo klej jest dość drogi a ja mam w tym miesiącu sporo wydatków. Ech, muszę dopisać go do długiej listy rzeczy, które chciałabym mieć...
Kolczyki zgłaszam na Sutaszowe Wyzwanie Małopolanek
W Wyzwaniu można zgłosić aż 5 prac. Ja planuję zgłosić jeszcze przynajmniej dwie, tylko muszę je dokończyć :)
A Wy? Przyłączycie się do zabawy? :D
Poza tym muszę się pochwalić - udało mi się dziś załatwić właściwie wszystkie sprawy, które zaplanowałam! Niby nic, ale zdarza mi się to tak rzadko, że musiałam powiedzieć to głośno! Teraz już tylko praca w domu - poprawki, korekta, streszczenie + tłumaczenie i naprawdę nie będę miała co ze sobą zrobić ;) a w kalendarzu, w którym zapisuję zadania na każdy dzień nie będzie ani jednej niewykreślonej pozycji!
Za to od wczorajszego całodniowego stukania w klawiaturę otarłam sobie nadgarstek :(
Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa!
środa, 12 września 2012
Stary sutasz, zwyciężczyni i wyróżnienie
Nie mam pojęcia, co Wam dzisiaj pokazać :/ niby narobiłam sporo zdjęć, ale doszłam do wniosku, że tu dorobię coś do kompletu, tam też, tego nie wykończyłam... itp, itd.
Dlatego też zaprezentuję moją starszą pracę, którą pokazywałam już kiedyś na poprzednim blogu, ale dla tych , którzy nie widzieli: kolczyki Ogniste. Czyli trochę sutaszu dla odmiany :D Są mojego pomysłu, zrobione trochę na spontanie. Byłam z nich strasznie dumna bo to były moje absolutne początki i równe zszycie sznurków było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Są lekkie - noszę je czasem i nie dają się odczuć :)
Poza tym donoszę, że zarówno licznik, jak i 100 komentarz zostały złapane. Tak się akurat złożyło, że złapała je ta sama osoba: Natalia z bloga Tociaki. Gratuluję! Trochę to niespodziewane, ale zasady to zasady, więc nagroda będzie oczywiście podwójna :)
Na razie zawieszam zabawę z licznikiem bo mam sporo spraw na głowie, o których opowiem Wam kiedy indziej i w najbliższym czasie nie będę miała czasu na przygotowywanie nagród :( W każdym razie z pewnością będzie jeszcze niejedna okazja żeby coś u mnie wygrać :) będę informować w postach.
Ponadto otrzymałam ostatnio wyróżnienie od Agi z Robótkowego Zacisza

Serdecznie dziękuję! Aga nie rozpisała szczegółowych zasad, ale domyślam się jak to ma mniej więcej wyglądać.
Muszę więc napisać coś o sobie, a więc:
Anię z bloga Z wiatrem i pod wiatr
Gosię z bloga Stare pianino
Olę z bloga Pikotki i inne kotki
Agnieszkę z bloga agagbu
Codzienną z bloga Robótkowo niecodziennie
Mam nadzieję, że wyróżnione osoby się ucieszą, a przynajmniej nie będą miały mi tego za złe - chęci miałam dobre!
Dlatego też zaprezentuję moją starszą pracę, którą pokazywałam już kiedyś na poprzednim blogu, ale dla tych , którzy nie widzieli: kolczyki Ogniste. Czyli trochę sutaszu dla odmiany :D Są mojego pomysłu, zrobione trochę na spontanie. Byłam z nich strasznie dumna bo to były moje absolutne początki i równe zszycie sznurków było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Są lekkie - noszę je czasem i nie dają się odczuć :)
Poza tym donoszę, że zarówno licznik, jak i 100 komentarz zostały złapane. Tak się akurat złożyło, że złapała je ta sama osoba: Natalia z bloga Tociaki. Gratuluję! Trochę to niespodziewane, ale zasady to zasady, więc nagroda będzie oczywiście podwójna :)
Na razie zawieszam zabawę z licznikiem bo mam sporo spraw na głowie, o których opowiem Wam kiedy indziej i w najbliższym czasie nie będę miała czasu na przygotowywanie nagród :( W każdym razie z pewnością będzie jeszcze niejedna okazja żeby coś u mnie wygrać :) będę informować w postach.
Ponadto otrzymałam ostatnio wyróżnienie od Agi z Robótkowego Zacisza
Serdecznie dziękuję! Aga nie rozpisała szczegółowych zasad, ale domyślam się jak to ma mniej więcej wyglądać.
Muszę więc napisać coś o sobie, a więc:
- jestem niebieskooką blondynką
- z wykształcenia inżynier
- z charakteru rozrywkowy flegmatyk :D
- jestem samoukiem - sama nauczyłam się prawie wszystkiego, co tu pokazuję
- lubię koty
- lubię tańczyć - mój ulubiony taniec to rumba <3
- mam obsesję na punkcie swoich brwi
- marzę, żeby nauczyć się szyć
- nie toleruję laktozy
- chciałabym mieć więcej zapału do obcych języków...
Anię z bloga Z wiatrem i pod wiatr
Gosię z bloga Stare pianino
Olę z bloga Pikotki i inne kotki
Agnieszkę z bloga agagbu
Codzienną z bloga Robótkowo niecodziennie
Mam nadzieję, że wyróżnione osoby się ucieszą, a przynajmniej nie będą miały mi tego za złe - chęci miałam dobre!
wtorek, 11 września 2012
Banały
Nareszcie zrobiłam zaległe zdjęcia! Udało mi się trafić na piękną pogodę i dobre światło - drobne poprawki i zdjęcia będą cudne :) Mam tego trochę, ale nie pokażę wszystkiego od razu bo potem nie będę miała o czym pisać ;)
Na pierwszy ogień pójdzie banalny wręcz zestaw biżuterii z różyczek z żywicy. Odkryłam je niedawno w Koralium i zakochałam się - idealne na skromne kolczyki-wkrętki na co dzień! Na próbę kupiłam 2 i przykleiłam SuperGlutem do bigli (czuję, że będę częściej używać tego kleju, choć posklejałam sobie paznokcie ;p) i oczywiście byłam tak zachwycona, że zaraz kupiłam kolejne 4 sztuki. W sumie powstały z nich 2 pary kolczyków, pierścionek i wisiorek. Kolczyki z pierścionkiem dla mnie (wspominałam już, że nie cierpię pierścionków :D ) i kolczyki z wisiorkiem dla mamy (będą pasowały to różowego sweterka, który jej zrobiłam).
Poza tym jak widać po lewej stronie - niedługo pojawi się tu 100 komentarz, może nawet pod tym postem. Zachęcam do aktywności, bo autor/ka tego komentarza otrzyma ode mnie jakiś drobny upominek (jeszcze nie wiem co to będzie ale coś wymyślę :)).
Licznik również czeka na złapanie 1000, ale chyba poczeka sobie jeszcze kilka dni...
Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa i rady!
Na pierwszy ogień pójdzie banalny wręcz zestaw biżuterii z różyczek z żywicy. Odkryłam je niedawno w Koralium i zakochałam się - idealne na skromne kolczyki-wkrętki na co dzień! Na próbę kupiłam 2 i przykleiłam SuperGlutem do bigli (czuję, że będę częściej używać tego kleju, choć posklejałam sobie paznokcie ;p) i oczywiście byłam tak zachwycona, że zaraz kupiłam kolejne 4 sztuki. W sumie powstały z nich 2 pary kolczyków, pierścionek i wisiorek. Kolczyki z pierścionkiem dla mnie (wspominałam już, że nie cierpię pierścionków :D ) i kolczyki z wisiorkiem dla mamy (będą pasowały to różowego sweterka, który jej zrobiłam).
Poza tym jak widać po lewej stronie - niedługo pojawi się tu 100 komentarz, może nawet pod tym postem. Zachęcam do aktywności, bo autor/ka tego komentarza otrzyma ode mnie jakiś drobny upominek (jeszcze nie wiem co to będzie ale coś wymyślę :)).
Licznik również czeka na złapanie 1000, ale chyba poczeka sobie jeszcze kilka dni...
Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa i rady!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
